iryzyna
18 sty 2022 Zdrowie, sport, styl życia 617 razy

Już na samym początku chciałoby się zapytać czy iryzyna to tylko dość aktywny spalacz tłuszczu ?

jednak wiele poszlak jasno wskazuje, że ten hormon przyczynia się jednocześnie do rozwoju masy mięśniowej. Wedle wszelkich badań nie ulega już żadnej wątpliwości – iryzyna jest silnym hormonem anabolicznym.

Iryzyna jako spalacz tłuszczu

Chociaż samo odkrycie iryzyny nastąpiło około 2012 roku, wszystko miało początek znacznie wcześniej. Dobrze wiemy z własnych doświadczeń, że praca mięśniowa sprzyja redukcji tkanki tłuszczowej. Dawniej to tłumaczono na tzw. „chłopski rozum” – pracujące mięśnie używają tłuszczu jako paliwa, więc ten znika ze swego magazynu i tym samym masa tkanki tłuszczowej spada. Problem pojawił się w momencie kiedy jasno dowiedziono, że sam wysiłek fizyczny tak naprawdę spala niewiele kalorii. Ćwicząc na przykład przez godzinę z dość umiarkowaną intensywnością, zużywamy ok. 300 kcal, czyli jakieś 33 g tłuszczu. A skoro w ciele przeciętnego grubaska mamy jakieś 33 kg tego balastu, to aby się go pozbyć z użyciem samej pracy mięśniowej potrzebowalibyśmy około 3 lat. Wielu dietetyków i lekarzy głosiło więc w tamtym czasie w tamtych czasach, że aktywność ruchowa to tylko zawracanie głowy i lepiej skupić się na nisko kalorycznej diecie.

W tym momencie pojawił się jednak kolejny problem ograniczenie wartości energetycznej pokarmu o x kalorii niestety nie równało się spaleniu tej samej ich ilości na skutek pracy mięśni. Z pozoru paradoksalnie okazywało się że ćwiczący tracą znacznie więcej tłuszczu – w porównaniu z danymi, które odnoszą się do powstającego deficytu energetycznego, obliczonego według czystego bilansu kalorycznego – niż osoby wytwarzające taki sam deficyt energetyczny przy wykorzystaniu wyłącznie niskokalorycznej diety. Powoli stawało się więc jasne, że pracujące mięśnie muszą wysyłać jakieś sygnały do tkanki tłuszczowej, które zmuszają ją do eksportu swoich zapasów ponad stan uzasadniający pokrycie aktualnego zapotrzebowania energetycznego aktywnej tkanki mięśniowej.

Kiedy naukowcy odkryli pierwsze miokiny poszli ich tropem.

Naukowcy zaobserwowali, ze IL-6 stymuluje rozpad cząsteczek tłuszczu (lipolizę) w tkance tłuszczowej, zwiększa jego przenikanie do krwioobiegu i nasila spalanie (beta oksydację) we włóknach mięśniowych. Działając natomiast w miejscu swojej produkcji, pobudza podziały komórek satelitarnych i rozwój masy mięśniowej. Ponieważ mięśnie osób nieaktywnych ruchowo nie produkują IL-6, efekty redukcji tłuszczu są u nich mizerne, i to nawet podczas restrykcyjnej diety niskokalorycznej. Kolejny trop powiódł badaczy w kierunki miostatyny.

Wystarczy powiedzieć, że miostatyna, jak sama nazwa wskazuje, stopuje rozwój muskulatury, obniżenie zaś jej poziomu lub też zablokowanie jej aktywności skutkuje niezwykle spektakularnymi przyrostami masy mięśniowej. Kiedy oglądamy zdjęcia zwierząt, u których obniżono aktywność miostatyny, od razu rzuca się w oczy nie tylko nadnaturalnie rozwinięta tkanka mięśniowa, ale też niemal całkowity brak tłuszczu. Naukowców ten problem również zainteresował. Stało się jasne, że miostatyna nie tylko stopuje rozwój muskulatury, ale również produkcję w mięśniach jakiegoś czynnika wydzielanego do krwi, pobudzającego spalanie tłuszczu i niszczącego tkankę tłuszczową. Aktywność fizyczna obniża poziom miostatyny o 37 %, dlatego osoby nieaktywne wolniej spalają tłuszcz zapasowy.

Tzw. brunatna tkanka tłuszczowa spala intensywnie tłuszcz zamieniając jego energię w ciepło. Im więcej mamy tej tkanki, tym mniej tłuszczu gromadzimy w organizmie. Niestety u ludzi tkanka ta zanika wraz z wiekiem, stąd i wraz z upływem lat wzrasta tendencja do gromadzenia tłuszczu zapasowego. Stąd też aktywność fizyczna pozwalająca chociażby na niewielkie przeprogramowanie białej tkanki tłuszczowej w brunatną byłaby w tym przypadku doskonałym rozwiązaniem (białą tkankę tłuszczową przeprogramowaną na brunatną, zwykło nazywać się tkanką beżową lub używać w odniesieniu do niej skrótu – „brite” – od: brown in white). Gorzej jeżeli wiek, kontuzja, wypadek czy jakaś choroba uniemożliwia aktywność ruchową.

Mając więc na uwadze takie przypadki, naukowcy badają odchudzające właściwości miokin.

Z powyższych obserwacji wysuwa się zatem logiczny wniosek – skoro wysiłek aktywuje PGC-1 alfa w mięśniach i przeprogramowuje białą tkankę mięśniową w brunatną (wytwarza tkankę beżową), koaktywator ten musi pobudzać geny do produkcji jakiejś miokiny, która przenika z tkanki mięśniowej do tłuszczowej i steruje tym przeprogramowaniem. W trakcie kolejnych badań ustalono, że PCG-1 alfa pobudza geny komórek mięśniowych do produkcji białka o symbolu FNDC5.

Białko to, pozostając związane z błoną komórkową, zostaje pocięte przez enzymy i uwalnia nieznaną dotąd miokinę, przenikającą z obiegiem krwi do białej tkanki tłuszczowej i pobudzającą w jej komórkach produkcję tzw. białek rozprzęgających (UCP). Są one charakterystyczne dla tkanki brunatnej, przy czym sterują procesem termogenezy – intensywnym spalaniem tłuszczu z rozproszeniem energii termicznej. Naukowcy nazwali nowy hormon iryzyną (ang. irisin), od imienia greckiej bogini – Iris (Tęczy) – posłanki Zeusa i symbolu więzi pomiędzy niebem, a ziemią. Na znak tej funkcji, oznaczającej szczególny przekaźnik pomiędzy tkanką tłuszczową, a mięśniową. Jedna obserwacja miała tu jeszcze wyjątkowo doniosłe znaczenie – we krwi ochotników poddanych dziesięciotygodniowemu programowi ćwiczeń wytrzymałościowych, poziom iryzyny wzrósł blisko o 100 %.

Kierunek masa mięśniowa

W związku z tymi informacjami iryzyna jawi się jako rewolucyjny spalacz tłuszczu. Wiadomo, że taka jej aktywność na pewno przyciągnie uwagę kulturystów i zawodników z innych dyscyplin sylwetkowych, starających się o to, aby niski poziom tkanki tłuszczowej służył w znacznej mierze osiąganiu sukcesów. W tej sytuacji jeszcze większą role ogrywa wysoki poziom tkanki mięśniowej. Zapewne atletów interesuje też kwestia, czy ten hormon wpływa pozytywnie na rozwój muskulatury, czy jest więc hormonem anabolicznym ? Zebrane dotąd dane były dość skąpe i jedynie pośrednie jednak mimo wszystko wydawały się wskazywać na iryzyną jako na równie skuteczny anabolik, co spalacz tłuszczu. Pobudzone wytwarzanie iryzyny wykazuje odporność na sarkopenię – postępujący z upływem czasu masy mięśniowej.

Inne rewelacje dotyczą wpływu ćwiczeń wytrzymałościowych na wzrost poziomu iryzyny w krwioobiegu człowieka.

Naukowiec poddawał ochotników wysiłkom wytrzymałościowym i siłowym, jak też mieszanym zarówno jednorazowym, jak też długoterminowym – w 21 tygodniowym cyklu treningowym. Ku zaskoczeniu badaczy okazało się, ćwiczenia wytrzymałościowe nie podnosiły w sposób znaczący statystycznie poziomu PCG-1 alfa i białka FNDC5 w mięśniach oraz poziomu iryzyny we krwi ochotników. Natomiast co niezmiernie ciekawe, ciężkie treningi siłowe prowadziły do wzrostu PCG-1 alfa o 300 % i FNDC5 o 40 % w mięśniach młodych atletów. Jednak nie u wszystkich badanych ten wzrost FNDC5 przekładał się na równie wysoki wzrost iryzyny w krwioobiegu. Ten fakt skłonił więc autorów do wysunięcia bardzo ostrożnych wniosków. Niemniej pokazuje to, że iryzyna może mieć szczególne znaczenie dla adaptacji organizmu do wysiłków oporowych, czyli hipertrofii (przerostu) tkanki mięśniowej w odpowiedzi na obciążenie treningiem siłowym.

W kolejnych badaniach naukowcy odkryli, że poziom iryzyny w organizmie człowieka koreluje pozytywnie z beztłuszczową masą ciała, obwodem ramienia i poziomem IGF-1.

Im więcej iryzyny – tym większa masa mięśniowa, większy biceps i wyższy poziom jednego z najsilniejszych hormonów anabolicznych.

Co równie ciekawe – poziom iryzyny korelował jednocześnie negatywnie z poziomem kortyzolu – im więcej miokiny – tym mniej tego znienawidzonego przez kulturystów silnego hormonu katabolicznego niszczącego białko mięśniowe. Poziom iryzyny ponadto jest pozytywnie skorelowany z poziomem folistatyny – im więcej tego pierwszego tym więcej też drugiego hormonu. Dla przypomnienia – folistatyna wiąże miostatynę i pozbawia ją aktywności. Im więcej zatem folistatyny – tym mniej aktywnej miostatyny i potencjalnie większa szansa na monstrualne mięśnie. Łącząc te informację widzimy wyraźny antagonizm pomiędzy iryzyną, a miostatyną. Nie tylko bowiem miostatyna hamuje produkcję iryzyny, ale właśnie też iryzyna hamuje aktwność miostatyny. Sprzyja w jakiś sposób wzrostowi poziomu folistatyny.

Skoro więc iryzyna jest antagonistą miostatyny, a miostatyna – katabolikem i antykatabolikiem, iryzyna powinna być hormonem o aktywności anabolicznej. Generalnie rzecz ujmując, białko FNDC5 skrywając iryzynę jest niejako wariantem molekularnym dobrze znanej od dawna fibronektyny, a sama iryzyna to jedna z domen białkowych fibronektyny. Fibronektyna jest ważnym białkiem macierzy zewnątrzkomórkowej.

W tkance mięśniowej pełni funkcję łącznika pomiędzy włóknami mięśniowymi, a materiałem zewnątrzkomórkowym.

Jest ona szczególnie silnie wytwarzana w rejonach wzmożonej przebudowy tkanek i rozwijających się stanów zapalnych, a więc w mięśniach uszkodzonych ciężkim wysiłkiem siłowym. Fibronektyna stymuluje rozwój komórek satelitarnych podczas regeneracji mięśni i jest czynnikiem niezbędnym do przebiegu procesu odbudowy włókien mięśniowych (miogenezy).

Podczas kolejnego z badań autorzy prowadzili swoje prace na hodowlach komórkowych, wykorzystując ludzkie komórki mięśniowe i tłuszczowe. W pierwszej kolejności potwierdzili rewelacje dotyczące wpływu iryzyny na tkankę tłuszczową: faktycznie hormon ten silnie pobudza brązowienie tkanki tłuszczowej, a do tego hamuje jeszcze rozwój adipocytów (komórek tłuszczowych).

Bardziej interesujące są doniesienia w sprawie mięśni ponieważ w ich przypadku okazało się, że iryzyna silnie pobudza różnicowanie młodych komórek mięśniowych w kierunku dojrzałych miocytów. Co jednak jeszcze bardziej ciekawe – dodatek iryzyny do hodowli ludzkich komórek mięśniowych zwiększał o 300 %, a jednocześnie zmniejszał o 50 % poziom produkcji – odpowiednio – IGF-1 i miostatyny. Okazało się również, że pod wpływem iryzyny ludzkie komórki mięśniowe wytwarzają prawie 350 % więcej wspomnianego wyżej koaktywatora  transkrypcji – PGC-1 alfa. Chodzi w tym momencie o szczególną formę tego białka – PGC-1 alfa-4, ściśle powiązaną z hipertrofią tkanki mięśniowej, której to poziom wzrasta we włóknach mięśniowych w czasie treningów siłowych. Nie ma zatem najmniejszych wątpliwości, że iryzyna to naprawdę silny hormon anaboliczny.