Poradnik sterydowy - sterydyonline.com https://sterydyonline.com/category/poradnik-sterydowy Mon, 07 Feb 2022 22:12:30 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9.4 receptory androgenowe – testosteron, sterydy anaboliczne https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/receptory-androgenowe.html Mon, 07 Feb 2022 22:12:30 +0000 https://sterydyonline.com/?p=35235 W ludzkim organizmie można znaleźć dwa rodzaje receptorów, szczególnie interesujących kulturystów hormonów anabolicznych, a więc dla hormonów peptydowych (na przykład hormon wzrostu), a także dla hormonów steroidowych (na przykład androgeny).

Artykuł receptory androgenowe – testosteron, sterydy anaboliczne pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
W ludzkim organizmie można znaleźć dwa rodzaje receptorów, szczególnie interesujących kulturystów hormonów anabolicznych, a więc dla hormonów peptydowych (na przykład hormon wzrostu), a także dla hormonów steroidowych (na przykład androgeny).

W tekście poniżej przedstawiony zostanie opis receptorów androgenowych, oznaczanych skrótem – (RA). W całym krwioobiegu androgeny krążą zarówno w postaci wolnej, jak i tej związanej z białkami nośnikowymi. Dla przypomnienia tylko i wyłącznie wolna postać hormonu może się połączyć z receptorem, androgeny połączone z białkami nośnikowymi niejako stanowią rezerwę.

Co ważne postać związana nie może być zmetabolizowana oraz wydalona z organizmu. Hormony peptydowe (czyli  GH, hormony tarczycy, LH) w istocie nie są związane z nośnikami przez to ich okres półtrwania, w konsekwencji czego ich aktywność biologiczna w organizmie jest znacznie krótsza, dosłownie rzędu kilku minut. Dokładnie receptory androgenowe są strukturami składającymi się z 2 – óch części. Jedna z nich niejako „rozpoznaje” hormon i łączy się z nim na zasadzie komplementarności (co ważne hormon i receptor pasują do siebie nie mniej ni więcej „klucz do zamka”). Natomiast druga część receptora jest odpowiedzialna za śródkomórkowe efekty biologiczne (dokładnie – w komórkach mięśni prążkowanych za syntezę białka).

Co ważne receptory dla hormonów steroidowych znajdują się wewnątrz komórki, dokładnie w jej cytoplazmie.

W przeciwieństwie do GH, LH, HCG, które swój receptor mają na powierzchni komórki. Po odbytym wniknięciu do wnętrza komórki cząsteczka hormonu steroidowego łączy się z receptorem cytoplazmatycznym, a po przyłączeniu cząsteczki receptor ulega już aktywacji. Właśnie w wyniku aktywacji kompleks „hormon-receptor” może wnikać do jądra komórkowego. Jednak według innych źródeł do aktywacji dochodzi w jądrze komórkowym, ale tak naprawdę dla zrozumienia dalszej części opisu jest to raczej nie istotne. Już w jądrze komórkowym kompleks „hormon-receptor” wiąże się z DNA.

Do połączenia hormon z DNA dochodzi w miejscu odpowiedzi hormonalnej (z ang. hormone response, element HRE) helisy DNA na końcu 5. Następuje transkrypcja genu na mRNA. Dokładnie mRNA podlega translacji w wyniku której powstają białka odpowiedzialne za swoistą odpowiedź biologiczną. Na cały proces transkrypcji i późniejszej translacji ma wpływ dość wiele czynników, które w tym momencie dla uproszczenia zostaną pominięte.

Ciekawym jest to, że receptory androgenowe (czyli RA) wykazują swoistość zarówno dla testosteronu jak i dihydrotestosteronu, wyrażającą się w efekcie poprzez identyczne efekty biologiczne. W rzeczywistości DHT cechuje się kilkukrotnie większym powinowactwem do tychże receptorów, w efekcie blokując tym samym dostęp dla testosteronu. Dokładniej to analizując e czasie rozwoju płodu DHT odpowiedzialny jest za pierwszorzędowe cechy płciowe. Z kolei testosteron za powstawanie i cały rozwój zewnętrznych narządów płciowych.

Receptory androgenowe – Mechanizm działania hormonów peptydowych (LH, GH, HCG)

Zasadniczą, główną różnicą, w odróżnieniu od hormonów steroidowych, jest to, że hormony peptydowe łączą się z receptorem, który dokładnie znajduje się na powierzchni komórki docelowej. W rzeczywistości na powierzchni komórki docelowej znajdują się setki, a może nawet i tysiące receptorów dla hormonów peptydowych. Jednak tylko niewielka ich część, i to w normalnych warunkach, łączy się z cząsteczkami hormonów. Co ważne pozostałe nie biorą udziału w procesie ich połączenia, stanowiąc pulę zapasową. Po połączeniu (zespoleniu) cząsteczki hormonu z receptorem błony komórkowej dochodzi do procesu uaktywnienia enzymu błony komórkowej o nazwie cyklaza adenylowa, który to przekształca ATP w cAMP, nazywany drugim przekaźnikiem.

Warto dokładnie w tym miejscu zwrócić uwagę, że receptor błonowy jest w przeciwieństwie do receptora cytoplazmatycznego zbudowany, dokładnie z 3 podjednostek. Co ciekawe cAMP aktywuje tzw. kinazy białkowe cAMP zależne. Kinazy białkowe aktywują (uaktywniają) wiele białek komórkowych, które są odpowiedzialne za powstawanie efektów biologicznych działania określonego hormonu. Niejako ciągle w modzie jest temat „down-regulation” (z ang. regulacja w dół) na przykład w odniesieniu do beta 2 agonistów (clenbuterol).

Co istotne podobne zjawisko „regulacji w dół” zachodzi w przypadku hormonów peptydowych.

Sama ekspozycja receptorów na większe niż fizjologiczne stężenia hormonów prowadzi w skutku, po pewnym czasie do braku efektu biologicznego w postaci syntezy odpowiednich białek. W wypadku beta 2 receptorów, w czasie stosowania clenbuterolu, już po 2 dniach ma miejsce osłabienie jego działania. I właśnie dlatego zwykle jest stosowany w cyklu: przyjmowany przez dwa dni, po czym następują dwa dni przerwy. Po około dwóch tygodniach przyjmowania clenbuterolu zwykle następuje trzy tygodniowa przerwa na odbudowanie receptorów gdyż dalsze stosowanie nie daje tzw. efektu termogenicznego w postaci spalania tkanki tłuszczowej.

Zjawisko „down-regulation” w przypadku hormonów peptydowych polega dokładnie na rozpadzie cząsteczki cyklazy adenylowej, która nie spełnia już swojej funkcji. Po pewnym czasie dochodzi do odbudowy receptorów, które uległy procesowi sekwestracji czyli dokładnie rozpadowi.

Zastosowanie sterydów anabolicznych w powszechnej, codziennej medycynie:
  1. W wypadku chorób przebiegających z ujemnym bilansem azotowym.
  2. Obrzęk naczyniowo-ruchowy.
  3. Anemia aplastyczna.
  4. Zaburzenia potencji, Impotencja, męskie klimakterium.
  5. Jako męski środek antykoncepcyjny.
  6. Hipogonadyzm gonadotropowy.
  7. Atrofie mięśniowe.
  8. Stany kachektyczne – wyniszczenie organizmu.
  • Rekonwalescencja po przebyciu ciężkich chorób.
  • Długotrwała terapia kortykosterydowa.
  • Oparzenia, stany pooparzeniowe.
  1. Złamania, stany po przebytych operacjach (w szczególności u pacjentów sztucznie żywionych przez zgłębnik, łącznie z hiperalimentacją roztworami glukozy, aminokwasów, lipidów).
  2. W marskości wątroby oraz przewlekłych zapaleniach wątroby.
  3. W tak zwanym zespole utraty masy „waste syndrom” w przebiegu choroby AIDS, w którym to dochodzi do szybkiej utraty beztłuszczowej masy ciała (spalenie tkanki mięśniowej prowadzące w efekcie do kalectwa).
  4. Reumatoidalne zapalenie stawów.
  5. U pacjentów leczonych cytostatykami i radiologicznie z powodu nowotworów oraz po zakończeniu leczenia tymi środkami.
  6. U pacjentów poddanych zabiegowi dializy, cierpiących na ostrą niewydolność nerek.
  7. Mogą być stosowane jako leki towarzyszące w terapii kortykosterydami (eliminują niekorzystne ogólnoustrojowe działanie kataboliczne kortykosterydów) bowiem sterydy anaboliczne nie znoszą i nie osłabiają leczniczego działania dokładnie tej grupy leków.
  8. Zastosowanie, w sporcie amatorskim i wyczynowym, w celu zwiększenia wydolności organizmu, siły lub dla uzyskania przyrostu masy mięśniowej.

 

Artykuł receptory androgenowe – testosteron, sterydy anaboliczne pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Oś podwzgórze – przysadka mózgowa – gonady https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/przysadka-mozgowa.html Mon, 07 Feb 2022 22:04:27 +0000 https://sterydyonline.com/?p=35232 Sterydy anaboliczne, popularnie zwane „soczkami, to nic innego jak grupa leków, pochodnych testosteronu, produkowanych i wprowadzanych na rynek handlowy w latach czterdziestych ubiegłego wieku. Właściwie równocześnie z zastosowaniem testosteronu i

Artykuł Oś podwzgórze – przysadka mózgowa – gonady pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Sterydy anaboliczne, popularnie zwane „soczkami, to nic innego jak grupa leków, pochodnych testosteronu, produkowanych i wprowadzanych na rynek handlowy w latach czterdziestych ubiegłego wieku.

Właściwie równocześnie z zastosowaniem testosteronu i jego pochodnych „anaboliczno – androgennych” w powszechnej medycynie, rozpoczęto ich stosowanie w przeróżnych dyscyplinach sportu. Oczywiście przede wszystkim tych siłowych, w celu poprawienia uzyskiwanych wyników.

Zastosowanie w szeroko pojętej kulturystyce, w celu zwiększenia masy mięśniowej, ma swój zaczątek w latach 50 – tych i 60 – tych, ubiegłego stulecia. Od tamtego czasu pojawiały się coraz to nowsze odmiany tych specyfików, z równoczesnym wycofywaniem z obrotu preparatów starszych.

Dość nowym i świeżym impulsem do prowadzenia badań naukowych nad tą grupą leków i nadzieją na wytwarzanie coraz to lepszych, pozbawionych działań ubocznych anabolików stała się ogólnoświatowa choroba AIDS. Jak wiadomo w AIDS dochodzi nie tylko do utraty naturalnej odporności ludzkiego organizmu, ale także do znacznej i to prowadzącej nawet do kalectwa, utraty beztłuszczowej masy ciała (głównie i przede wszystkim mięśni).

Obecne lata przynoszą nam nowe i silnie, anabolicznie działające leki, w większości pozbawione ubocznych działań androgennych.

Po krótce zostanie przedstawiony opis mechanizmu, w którym to wydzielany jest (lub powinien być) w organizmie każdego zdrowego mężczyzny, czyli słynny testosteron.

Przede wszystkim opiera się on na zasadzie wzajemnego sprzężenia zwrotnego zarówno  tego dodatniego jak i tego ujemnego pomiędzy trzema składnikami układu, czyli – podwzgórzem, przysadką oraz gonadami. Podwzgórze – podobnie jak i przysadka są oczywiście częściami ludzkiego mózgu. W tym pierwszym z wymienianych wydzielane są krótkie polipeptydy nazywane – statynami i liberynami. Okazuję się, że wymienione dwa rodzaje hormonów tropowych podwzgórza posiadają przeciwstawne sobie działanie: liberyny – pobudzają wydzielanie odpowiednich hormonów przysadkowych, zaś statyny (co ważne – posiadają je tylko niektóre hormony przysadkowe) – z kolei hamują to wydzielanie.

Natomiast do najważniejszych neuropeptydów podwzgórza należą somatoliberyna i somatostatyna, regulujące sam proces wytwarzania hormonu wzrostu przez przysadkę. A dokładniej – tyreoliberyna – stymuluje proces wytwarzania hormonów tarczycy. Gonadoliberyna – pobudza zjawisko wytwarzania w przysadce LH i FSH.

Kortykoliberyna – uwalnia ACTH, a melanostatyna hamuje proces wytwarzania MSH.

Dokładnie wszystkie te regulujące peptydy wytwarzane, produkowane są przez podwzgórze pulsacyjnie, a wartość ich stężenia w osoczu w związku z tym waha się w dość dużych granicach i wartościach. Sam okres półtrwania tych peptydów w ludzkim organizmie jest dość krótki i waha się w przedziale od kilku do kilkudziesięciu minut.

Dla zrozumienia dalszej części zajmiemy się jedynie i aż –  gonadoliberyną, która jest również oznaczana skrótem Gn-RH. Co niektórzy badacze podają, że tak naprawdę istnieją dwie liberyny gonadalne. Jedna z nich – ta stymulująca wytwarzanie LH – luliberyna.  Zaś druga – pobudzająca wytwarzanie FSH – foliberyna. Jednak dla znacznego uproszczenia opisu przyjmiemy, że jest tylko jedna i jedyna gonadoliberyna GnRH, pobudzająca wytwarzanie i produkcję zarówno LH jak i FSH. Sama GnRH podobnie jak inne neuropeptydy podwzgórzowe, niejako „uwalniana” jest z zakończeń aksonalnych komórek neuroendokrynnych w okolicy eminentia medialis (wyniosłość przyśrodkowa), a stąd za sprawą tak zwanego krążenia zwrotnego dostaje się do przedniego płata przysadki pobudzając wytwarzanie LH i FSH. Sam okres półtrwania GnRH w ludzkim organizmie jest dość krótki, rzędu zaledwie kilku minut jednak należy pamiętać o tym, że ten peptyd jest uwalniany w odpowiednich porcjach, wielokrotnie w ciągu dnia (nawet kilkanaście razy). Sam testosteron w mechanizmie wcześniej już wspomnianego sprzężenia zwrotnego ujemnego, działa hamująco, redukująco na wytwarzanie GnRH.

Natomiast sama przysadka mózgowa jest niewielkim gruczołem należącym do mózgowia, o naprawdę zasadniczym znaczeniu dla funkcjonowania organizmu człowieka.

Przysadka mózgowa zbudowana jest z dwóch części – przedniej i tylnej (zwanej również częścią nerwową). Właśnie do części nerwowej przysadki transportowane są z komórek nerwowych podwzgórza łącznie dwa neuropeptydy – oksytocyna i wazopresyna (ADH), które następnie dostają się właśnie stąd do całego krwioobiegu. Dokładny opis działania tychże hormonów możemy bez trudu znaleźć w każdym podręczniku endokrynologii. My natomiast zajmiemy się przednim płatem przysadki. Właśnie tutaj są wydzielane m.in. hormony, które nas szczególnie interesują. Chodzi w tym momencie o lutropinę LH, folitropinę FSH oraz hormon wzrostu GH lub też inaczej somatotropina (STH).

Ogólnie rzecz biorąc zarówno LH jak i FSH są hormonami glikoproteinowymi oraz łączą się w komórkach docelowych, dokładnie w jądrach z receptorem błony komórkowej. Natomiast zarówno LH jak i FSH dokładnie  zbudowane są z dwóch podjednostek alfa i beta przy czym aktywność biologiczna związana jest tylko z jednostką beta. Lutropina (inaczej LH) lub gonadotropina B u mężczyzn pobudza wydzielanie testosteronu z komórek Leydiga (czyli środmiąższowych) w jądrach. Warto w tym momencie  zaznaczyć, że podobnie jak wspomniana wcześniej GnRH, LH jest wydzielane do krwioobiegu cyklicznie – około kilkunastokrotnie w ciągu  jednej doby. Natomiast dłuższa ekspozycja komórek śródmiąższowych jądra na LH, jednak nie prowadzi do ciągłego podwyższonego stężenia testosteronu w osoczu, a odpowiedzialne jest za to tak zwane zjawisko „down regulation”. Upraszczając problem to znaczy, że po pewnym czasie, dochodzi do pomniejszenia wrażliwości wszystkich receptorów błonowych komórek śródmiąższowych jądra na napływający stale w dość dużych ilościach LH i dochodzi tym samym do spadku stężenia całego testosteronu w osoczu.

Natomiast hormon folikulotropowy FSH, gonadoliberyna A nie jest odpowiedzialny za wytwarzanie, produkcję w organizmie mężczyzny żadnego hormonu.

Co dość ciekawe przyjmuje się tym samym, że FSH pobudza procesy prowadzące do powstawania plemników. FSH działa na tzw. komórki Sertolego w jądrach wiążąc się z ich receptorami błonowymi, pobudza produkcję białka wiążącego androgeny ABP, bierze więc tym samym  pośrednio udział w zjawisku metabolizmu testosteronu.

Warto również wspomnieć (nadmienić), że w komórkach Sertolego dochodzi do przekształcenia testosteronu, dokałdnie w dihydrotestosteron, którego to własności androgenne są kilkukrotnie silniej wyrażone niż samego testosteronu.

W wyniku procesu długotrwałego podawania „z zewnątrz” (na przykład w postaci zastrzyków) testosteronu, dochodzi do procesu zahamowania (dokładnie sprzężenie zwrotne ujemne) wydzielania LH i FSH oraz GnRH. Jednym z objawów, obok spadku wytwarzania i produkcji testosteronu, jest oligospermia – czyli zjawisko zmniejszenia liczby plemników w nasieniu. Oczywiście Ich liczba stopniowo wraca do wartości początkowych (wyjściowych) po zaprzestaniu przyjmowania egzogennego, czyli pochodzącego z zewnątrz, testosteronu.

Artykuł Oś podwzgórze – przysadka mózgowa – gonady pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Somatotropina plus Sterydy https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/somatotropina-plus-sterydy.html Wed, 26 Jan 2022 21:59:44 +0000 https://sterydyonline.com/?p=34976 Pomimo mocnego wzrostu dostępności nowych metod oraz środków dopingujących w kulturystyce wciąż króluje tradycyjnie nierozłączna para czyli hormon wzrostu + sterydy anaboliczne. Krąży bowiem środowiskowa opinia, że hormon wzrostu (GH),

Artykuł Somatotropina plus Sterydy pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Pomimo mocnego wzrostu dostępności nowych metod oraz środków dopingujących w kulturystyce wciąż króluje tradycyjnie nierozłączna para czyli hormon wzrostu + sterydy anaboliczne.

Krąży bowiem środowiskowa opinia, że hormon wzrostu (GH), czyli somatotropina, działa solo jedynie na redukcję tłuszczu. Aby rozwijać masę mięśniową, trzeba somkę wzmacniać sterydami.

Czy powyższa opinia jest tylko przesądem, czy też poglądem opartym na faktach potwierdzonych naukowo ?

Somatotropina czyli doświadczenie koksiarze mają rację

Chociaż somatotropina zaliczana jest zwyczajowo do grona hormonów anabolicznych, to jednak badania nie wykazują, by podawanie hormonu wzrostu zwiększało efekty treningu siłowego w postaci rozwoju siły i masy mięśni. Terapia zastępcza z udziałem GH działa pozytywnie na masę i siłę mięśni, jednak zdecydowanie mocniej u osób młodych z głębokim niedoborem własnego hormonu wzrostu. Natomiast podawanie GH zdrowym dorosłym ochotnikom, chociaż poprawia proporcję beztłuszczowej do tłuszczowej masy ciała, nie pobudza syntezy białek mięśniowych oraz nie zwiększa masy i siły mięśni. W mocno przesadzonych stężeniach szkodzi ono nawet muskułom, tak jak w miopatii związanej z akromegalią, gdzie pojawiają się nieprawidłowości w obrazie morfologicznym włókien mięśniowych, skutkujące atrofią i osłabieniem.

Wszystkie te dane stoją w jawnej sprzeczności z doświadczeniami już kilku pokoleń pakerów stosujących z wielkim powodzeniem GH w swoich praktykach dopingowych jako naprawdę bardzo skuteczny środek anaboliczny, tyle że zawsze razem z testosteronem lub/i jego pochodnymi – SAA. Naukowcy sami dostrzegli tu jawną sprzeczność z praktycznymi doświadczeniami pakerów. Sami wywnioskowali, że problem tkwi głównie we współpracy GH ze sterydami anabolicznymi. Pewien naukowiec uzyskał wysoki wzrost masy komórek mięśniowych oraz wyraźną poprawę wyników w testach sprinterskich u młodych ochotników, którym GH podawana łącznie z teściem.

Kilka lat później polski uczony potwierdził te rewelacje. Wraz z grupą współpracowników serwowali facetom w średnim wieku (45 – 60 lat), przez okres 12 tygodni treningi siłowe i aerobowe oraz podawali im GH + testosteron lub też placebo, co oczywiście spowodowało większy o wartość 3,1 kg przyrost masy mięśniowej w grupie hormonalnej, w porównaniu z grupa placebo. W grupie hormonalnej doszło też do 6 lub 12 % poprawy całkowitej objętości pracy i maksymalnej siły mięśni mierzonych odpowiednimi testami.

Katabolik czy anabolik ?

Właściwie od dawien dawna wiemy, że hormon wzrostu jak sam jego nazwa wskazuje, jest promotorem wzrastania organizmu. Pod jego wpływem organizm wzrasta na długość i szerokość, GH promuje wiec jednocześnie rozwój kości i mięśni. W związku z tym zaliczamy go tradycyjnie do grupy hormonów anabolicznych, choć nie jest hormonem anabolicznym sensu stricto. Jest antagonistą anabolicznej insuliny w gospodarce węglowodanowej, tłuszczowej i białkowej. Dlatego też podnosi poziom cukru we krwi i działa lipolitycznie, czyli rozbija tłuszcz, sprzyjając utrzymaniu niskiego poziomu tkanki tłuszczowej, trzewnej i podskórnej, za co szczególnie uwielbiają go pakerzy. Przesuwa swoim działaniem depozyty tłuszczu z tych tkanek do wewnątrzmięśniowej tkanki tłuszczowej, co może tworzyć wrażenie rzekomej hipertrofii mięśni.

I chociaż w przypadku gospodarki białkowej, w określonych warunkach oba hormony działają synergistycznie jako anaboliki, ze swej natury GH zachowuje się jak kataboliczny kortyzol, przetwarzając na glukozę aminokwasy, które pochodzą z białek. Dlatego właśnie kuracje z użyciem GH są fortyfikowane zazwyczaj insuliną, co pomaga znosić niekorzystne efekty działania somki na mięśnie i wykorzystać synergizm w procesie wpływu obu hormonów na gospodarkę białkową. To jedna strona medalu, a z drugiej bowiem strony GH faktycznie zachowuję się jako anabolik. Przy czym częściowo wypełnia swoje zadanie anaboliczne samodzielnie, częściowo zaś poprze IGF-1 – hormon, którego produkcję stymuluje w wątrobie i tkance mięśniowej.

W komórkach mięśniowych pobudza zarówno produkcję samego IGF-1, jak też jego teoretycznie aktywniejszego anabolicznie, lokalnego wariantu molekularnego – MGF. IGF – u nie trzeba przedstawiać, ponieważ każdy wie, że to bodaj najsilniejszy hormon anaboliczny naszego organizmu. Potwierdza to wiele badań naukowych, z których najciekawsze oczywiście są te, które pokazują związek pomiędzy poziomem IGF-1, a stopniem rozwoju masy, pobudzanych treningiem siłowym muskułów.

Przeprowadzono badanie gdzie podawano rekombinowany IGF-1 wolontariuszom trenującym siłowo – każdorazowo odnotowano wzrost liczby jąder w komórkach mięśniowych oraz wzrost objętości włókien mięśniowych. IGF-1 jest bowiem hormonem zorientowany totalnie na hipertrofię mięśni, który zarówno stymuluje proces anabolizmu białek pogrubiających włókna mięśniowe, jak też proces miogenezy polegający na mnożeniu i fuzji komórek satelitarnych, nazywanych inaczej mioblastami. Prowadzi on albo do powstawania nowych włókien, albo zasilenia starych dodatkowymi jądrami komórkowymi inicjującymi procesy anaboliczne.

Drugi aspekt zagadnienia samodzielnego, dodatniego wpływu GH na hipertrofię mięśni związany jest z miostatyną.

Miostatyny jako z kolei bodaj najsilniejszego hormonu katabolicznego naszego organizmu również nie trzeba raczej przestawiać. W kontekście tychże rozważań wystarczy przypomnieć, że miostatyna i IGF-1 to zadeklarowani antagoniści blokujący wzajemnie swoje szlaki sygnałowe. Widać jednak wyraźnie, że sama somka nie wystarczy, i nie da rady spektakularnie wpłynąć na przyrost masy i siły mięśni zdrowych pakerów i wyraźnie potrzebuje wsparcia androgenami.

Androgeny wkraczają do akcji

Współpraca pomiędzy GH, a androgenami w promowaniu rozwoju mięśni ma swoje uzasadnienie fizjologiczne. Prawdopodobnie chodzi o to, by w dzieciństwie proces wzrastania organizmu na długość przebiegał w harmonii z procesem rozwoju mięśni, a nie został przez niego zdominowany. Dopiero tuż przed zakończeniem procesu wzrastania i zaraz po jego zakończeniu, gdy w organizmie młodzieńców szaleje burza androgenów, przychodzi odpowiedni czas na właściwą hipertrofię mięśni wyznaczającą wyższy średni poziom męskiej masy mięśniowej w porównani z kobiecą. Przy czym nietrudno zgadnąć, że androgeny powinny współpracować z GH na polu jego aktywności hipertroficznej związanej głownie ze stymulacją syntezy IGF-1 oraz tłumieniem miostatyny.

O tym, że głównie relacje pomiędzy GH, androgenami wyznaczają wyższą masę mięśni samców, przekonuje nas badanie, w którym m.in. powoływano się ma fakt, że czynniki transkrypcyjne STAT5, leżące na szlaku sygnałowym receptorów GH, odpowiadają za lokalną produkcję IGF-1 w mięśniach pozostających pod wpływem aktywności GH.

Mamy również prawo podejrzewać, że androgeny są potrzebne w mięśniach somatotropina, m.in. do hamowania produkcji miostatyny. Podstawy do podobnego wnioskowania daje nam np. badanie w którym po wstrzyknięciu myszom GH poziom miostatyny w ich mięśniach obniżył się o około 45 %, ale ogólnie w mięśniach samców myszy, produkujących przecież nieporównywalnie więcej androgenów, był on niższy mniej więcej 2 – razy w porównaniu z mięśniami samic.

Dość ciekawie wypada porównanie powyższych eksperymentów przeprowadzonych na gryzoniach z wynikami wcześniejszego badania wykonanego z udziałem ochotników.

Jak bowiem wykazały biopsje przeprowadzone u 27 – mężczyzn gęstość receptorów GH w ich mięśniach koreluje pozytywnie z zagęszczeniem receptorów androgenowych, a negatywnie – ze stężeniem miostatyny. Oznacza to im więcej receptorów GH – tym więcej receptorów androgenowych, a mniej miostatyny. Przy czym różnice tutaj są znaczące – pomiędzy wyższym, a niższym zagęszczeniem receptorów GH gęstość receptorów androgenowych rosła, a stężenie miostatyny spadało odpowiednio o ok.  50 % i 60 %.

Kolejne tropy wiodą nas siłą rzeczy ku IGF-1 – jak bowiem pamiętamy, GH pobudza w wątrobie produkcję IGF-1, a w mięśniach – IGF-1 oraz MGF. Natomiast w badaniach z udziałem ochotników wykazano, że kiedy podawanie samego GH zwiększa produkcję IGF-1 ponad 3 krotnie, to podawanie go łącznie z testosteronem – prawie 6 – kronie. Przy czym co ciekawe, w badaniu tym podawanie samego testosteronu zwiększało poziom IGF-1 jedynie o 2 %. Chodziło tu jednak o poziom IGF-1 mierzony we krwi ochotników, który nie musiał odzwierciedlać mięśniowego stężenia tego hormonu. Gdy bowiem naukowcy z innego zespołu badawczego potraktowali testosteronem, udział mioblasty w fazie ich przekształcania się do miotub, to zwiększyło produkcję IGF-1 o ok. 40 %.

W publikacji swoich badań uczony informował, że testosteron stymuluje uwalnianie GH z przysadki mózgowej.

Również zwiększa produkcję IGF- w wątrobie oraz produkcję i stężenie, tego hormonu w mięśniach szkieletowych, co sugeruje, że wywiera on swój efekt anaboliczny przynajmniej częściowo poprzez udział w aktywności szlaku sygnałowego GH – IGF-1. Gdy jednak autorzy tego badania usunęli grupie szczurów jądra, drugiej przysadki, a trzeciej – jądra i przysadki i podali im testosteron we wszystkich trzech grupach zaobserwowali przyrost masy mięśniowej oraz wzrost produkcji MGF w tkance mięśniowej, a to z kolei pokazało, że testosteron może promować produkcję mięśniowych wariantów IGF-1 również w sposób niezależny od hormonu wzrostu.

Skoro już wiemy, że androgeny wpływają pozytywnie, w sposób zależny i niezależny od somatotropina, na syntezę IGF-1, warto cofnąć się do badania w którym naukowcy podali 11 zdrowym mężczyznom 300 mg testosteronu lub 300 mg nandrolonu na tydzień, łącznie prze 6 tygodni. Nandrolon wybrali z uwagi na jego słabą aromatyzację do estrogenów, by się przekonać – na ile relacje między androgenami, a GH i IGF-1 zależnie od ich własnej aktywności, a na ile od powstających z ich przemian estrogenów. Ostatecznie zaobserwowano, że testosteron podnosi o 175 % poziom GH i o 21 % poziom IGF-1. Pozostając bez wpływu na poziom IGFBP – białek wiążących IGF-1 i obniżających jego aktywność. Natomiast nandrolon podnosi o 12 % poziom GH i o 85 % poziom IGF1, obniżając przy tym o 14,3 % poziom IGFBP. W tym miejscy widać jasno, że w relacjach z GH i IGF-1 ostatnie lepiej sprawdzają się androgeny konwertujące do estrogenów.

Artykuł Somatotropina plus Sterydy pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
DAA i Cynk https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/daa-i-cynk.html Wed, 26 Jan 2022 21:30:18 +0000 https://sterydyonline.com/?p=34968 Prolaktyna i Testosteron Jak wszystkim doskonale wiadomo, testosteron jest silnym sterydem anabolicznym sprzyjającym rozwojowi muskulatury. Praktycznie każdy atleta, a szczególnie paker czy też siłacz potrzebuje testosteronu tyle, że oficjalnie „nie

Artykuł DAA i Cynk pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Prolaktyna i Testosteron

Jak wszystkim doskonale wiadomo, testosteron jest silnym sterydem anabolicznym sprzyjającym rozwojowi muskulatury. Praktycznie każdy atleta, a szczególnie paker czy też siłacz potrzebuje testosteronu tyle, że oficjalnie „nie może” go stosować gdyż zabraniają tego przepisy antydopingowe. Jak zawsze każdy główkuje aby również wzmocnić działanie aptecznego testosteronu i wówczas z pomocą przychodzi kwas d-asparginowy (DAA). Oczywiście nie ma róży bez kolców i właśnie temu środkowi przypisywane są również pewne negatywy, przede wszystkim chodzi o wzrost poziomu prolaktyny, właśnie w efekcie suplementacji DAA.

Prolaktyna jak wiemy współpracuje z estrogenami (żeńskimi hormonami płciowymi).

Wyżej wymienione estrogeny powstają z przekształcenia testosteronu, wzmagając ich negatywny wpływ na gruczoł sutkowy, co utrudnia facetom – w pierwszej kolejności – redukcję tłuszczu z okolic klatki piersiowej. Jak i z czym stosować DAA by wzmocnić jego wpływ na testosteron, pozbawiając go jednocześnie aktywności względem prolaktyny ?

DAA działa

Naukowcy nie mają żadnych wątpliwości, że DAA podnosi poziom testosteronu. Najwyższa koncentracja kwasu D-asparginowego dostrzegana jest w mózgu i jego tzw. strukturach neuroendokrynnych – podwzgórzu i przysadce mózgowej – produkujących i wydzielających rozmaite ciała hormonalne. Chodzi tutaj o np. hormon luteinizujący (LH), pobudzający produkcję testosteronu w jądrach, czy też hormon wzrostu (GH), pobudzający w wątrobie i mięśniach produkcję insulinopodobnego czynnika wzrostu typu I (IGF-1), który jest silnym anabolikiem i stymulatorem rozwoju muskulatury. I faktycznie tak jest, DAA pobudza uwalnianie z przysadki mózgowej LH i GH, ale również, niestety, prolaktyny.

Równie wysokie stężenie DAA odnotowano w obwodowych gruczołach wewnętrznego wydzielania, a w szczególności – w męskich gonadach produkujących testosteron – w jądrach. W strukturach tych stwierdzono jednocześnie wysoką aktywność racemazy asparaginowej – enzymu katalizującego reakcję racemizacji, która sprzyja przekształcaniu formy „L” w formę „D” kwasu asparaginowego. Najprawdopodobniej największe ilości DAA pozyskują więc nasze tkanki, przekształcając zwyczajny kwas L-asparginowy, który dociera do nich z układu trawiennego, gdzie jest pobierany z białek pokarmowych.

Do tanek dostaje się jednak z układu trawiennego również gotowy DAA. Pożyteczne bakterie fermentacji mlekowej zasiedlające nasz przewód pokarmowy są bowiem zaopatrzone w racemazę i przekształcają kwas L w D – asparginowy. Pewna ilość DAA występuj również w produktach spożywczych np. w wyrobach mleczarskich wytwarzanych z udziałem fermentacji mlekowej. Aminokwas ten jest też naturalnym składnikiem tkanek zwierzęcych i roślinnych, więc pobieramy go spożywając np. mięso czy warzywa. Również obróbka termiczna pożywienia zwiększa koncentrację DAA, gdyż katalizuje przekształcenia form „L” w formy „D” aminokwasów.

Teraz DAA albo oddziałuje samodzielnie w wymienionych tkankach, albo zmienia się (przy udziale metioniny) w jeszcze aktywniejszy aminokwas – kwas N-metylo-D-asparginowy (NMDA). Aminokwasy te pełnią funkcję molekuł sygnałowych – neuroprzekaźników i hormonów, a działają za pośrednictwem specjalnych receptorów i wtórnych przekaźników informacji, takich jak jony wapnia i cykliczne nukleotydy. Ich aktywność reguluje produkcję wielu ważnych hormonów, w tym hormonów anabolicznych, rozwijających muskulaturę, a w szczególności produkcję testosteronu.

I właśnie z tego powodu jak dowodzą badania, podawanie DAA skutkuje wysokim wzrostem tego hormonu. Zapewne właśnie z uwagi na tę szczególną role DAA w regulacji hormonalnego eksperymentu z jego zastosowaniem (w formie molekuły podstawowej lub metylowanej – NMDA),  czy to u zwierząt, czy ludzi – dawały szczególnie obiecujące rezultaty, żywo i dobitnie przemawiające do wyobraźni sportowców. W kilku badaniach na zwierzętach i izolowanych komórkach jąder dowiedziono ewidentnego, dodatniego wpływu DAA na produkcję testosteronu. Podczas badania naukowiec zauważył, że DAA zwiększa liczbę receptorów androgenowych, a obniża – estrogenowych, czyli że teoretycznie zwiększa wrażliwość tkanek na androgeny (testosteron i steryd anaboliczny), a obniża – na estrogeny. Jednak najbardziej nas interesują badania z udziałem ochotników, a rezultaty tychże doświadczeń wyglądają mniej więcej następująco:

– 15 % wzrost poziomu testosteronu w szóstym i 42 % w dwunastym dniu suplementacji,

– bezpłodni mężczyźni przyjmując 2,66 g DAA przez okres 90 dni, uzyskali wzrost poziomu testosteronu od 30 % do 60 %,

– podawanie 3 g DAA przez okres 28 dni doprowadziło w porównaniu z placebo, do 25 % przyrostu w wyciskaniu siły na ławie, 53 % przyrostu siły w wyciskaniu ciężaru nogami, 273 % wzrostu poziomu całkowitego i 104 % wzrostu poziomu wolnego (najaktywniejszego) testosteronu,

– podawanie 1,78 g NMDA przez okres 28 dni doprowadziło w porównaniu placebo, do 126 % wzrostu poziomu wolnego testosteronu, 17 % spadku poziomu estradiolu i 177 % spadku poziomu katabolicznego, szkodzącego mięśniom, kortyzolu.

Nie odnotowano różnic na korzyść NMDA w odziaływaniu na całkowity testosteron, natomiast związek ten, w porównaniu z placebo, utrzymywał na nieco wyższym poziomie (8,5 %) stężenie prolaktyny.

Bloker prolaktyna

Widzimy sami, że ten pobudzający wpływa DAA na wydzielanie prolaktyn jest trochę mitologizowany. Fakt aktywacji przysadki do uwalniania prolaktyny nie przekłada się bowiem dokładnie, jak wynika z powyżej omówionego badania, na znaczny wzrost poziomu tego hormonu we krwi trenujących siłowo pakerów. Niemniej tak na wszelki wypadek warto mieć na uwadze włączenie jakiegoś z prostych blokerów prolaktyny do programu suplementacyjnego opartego na DAA. Na prolaktynę działa kilka prostych suplementów, na przykład witamina B6 i witamina E. Do grona popularnych suplementów blokujących prolaktynę możemy zaliczyć też cynk, którego podawanie mężczyznom prowadzi do 62 % spadku poziomu tego hormonu we krwi. Mało tego, znaczenie cynku dla organizmu trenującego siłowo pakera wykracza daleko poza zjawisko blokowania prolaktyny.

Aktywność wielu hormonów uzależniona jest od tak zwanych wtórnych przekaźników informacji, które rozprzestrzeniają sygnały hormonalne we wnętrzu komórek. Funkcję wtórnych przekaźników pełnią zasadniczo rozmaite cząsteczki organiczne, chociaż mamy tu pewien wyjątek – wapń przenoszący m.in. sygnały płynące od testosteronu. Do tej pory znaliśmy tylko ten jeden pierwiastek chemiczny pełniący funkcję wtórnego przekaźnika informacji hormonalnej, potem dołączył do niego cynk. Ponieważ to właśnie on rozprzestrzenia sygnały hormonalne nadawane przez testosteron.

Wygląda to w ten sposób, że testosteron wiąże i aktywuje kanały jonowe na powierzchni błon komórkowych, które transportują cynk do wnętrza komórek. Ponadto wiadomo, że zależne od testosteronu kanały cynkowe (ZIP-9) występują w prostacie i gruczole piersiowym. Czy zatem znajdujemy je również w tkance mięśniowej ? Włókna mięśniowe zaopatrzone są w inne kanały cynkowe (ZIP-7), współpracujące w przenoszeniu sygnałów od dwóch niezwykle silnych hormonów anabolicznych: insuliny i IGF-1.

Naukowcy ustali, że cynk wzmacnia produkcję receptorów tych hormonów oraz niezbędnych do ich aktywacji białek substratu receptora insulinowego (IRS), jak również aktywuje szlak sygnałowy biegnący poprzez kinazę Akt, która jest odpowiedzialna za pobieranie przez mięśnie glukozy, oraz pobudza za pośrednictwem kinazy mTOR, anabolizm białek mięśniowych. Ponadto uczestniczy również w produkcji peptydów insuliny i IGF-1. Tu warto jeszcze dodać, że cynk tworzy tzw. „palce cynkowe” – białka przenoszące anaboliczne sygnały od testosteronu do materiału genetycznego, co skutkuje pobudzeniem genów do produkcji tkanek mięśniowych i w dużej mierze odpowiada za wzrost w odziaływanie tego hormonu na mięśnie.

DAA z czym łączyć ?

Po dość zaskakującym zestawieniu DAA z ekstraktami z kozieradki i buzdyganka (tribulusa) możemy spodziewać się synergizmu . Dlaczego ?

Głównymi składnikami aktywnymi obu tych ziółek są steroidy roślinne z grupy furostanoli. A w badaniach naukowych udowodniono, że roślinne furostanole to sterydy anaboliczne zbliżone budową i siłą działania na mięśnie do testosteronu. Suplementacja kozieradki lub buzdyganka prowadzi do wzrostu poziomu testosteronu, jak również poprawy masy i siły mięśni, odnotowano również spadek poziomu kortyzolu i trenujących na siłowni mężczyzn przyjmujących właśnie ekstrakt z kozieradki.

Podsumowując w badaniach zauważono, wzrost poziomu testosteronu u ochotników, gdzie dobowe dawki DAA wynosiły ok 3 gramów. W drugiej kolejności trzeba zauważyć, iż największy wzrost poziomu testosteronu obserwowano 28 – go dnia, czyli po około miesiącu suplementacji DAA. Wniosek z tego prosty – najlepiej przyjmować ok. 3 g przez miesiąc, a następnie zrobić kilkudniową przerwę. Kilka dni zapewne wystarczy aby organizm błyskawicznie oczyścił się z DAA i już po trzech dniach od odstawienia tego środka dysponuje jedynie o 22 % wyższym poziomem testosteronu.

Artykuł DAA i Cynk pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Dieta wysokobiałkowa https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/dieta-wysokobialkowa.html Sun, 17 Dec 2017 22:49:16 +0000 https://sterydyonline.com/?p=10144 Białka to składnik pokarmowy od lat wynoszony na piedestał przez fanów muskulatury. O tym, że trzeba jeść mięso, żeby mieć siłę do ćwiczeń oraz mięśnie, wiedzieli doskonale już starożytni zapaśnicy.

Artykuł Dieta wysokobiałkowa pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Białka to składnik pokarmowy od lat wynoszony na piedestał przez fanów muskulatury.

O tym, że trzeba jeść mięso, żeby mieć siłę do ćwiczeń oraz mięśnie, wiedzieli doskonale już starożytni zapaśnicy. W świecie poza siłownią o białku zrobiło się głośno za sprawą Pierre’a Dukana.

Jego dieta zalecała bardzo duże spożycie protein przy jednoczesnym ograniczeniu, a w fazie uderzeniowej całkowitej eliminacji węglowodanów i tłuszczu. Marketingowy sukces spowodował, że wszyscy dostrzegli potencjał jaki tkwi w białku i mimo protestów lekarzy dieta białkowa zyskała dużo fanów.

Dużo, czyli ile ?

Jeśli chodzi o nasze drowie nie było to bezapelacyjne zwycięstwo. Dietetyczny zamysł Dukana zwłaszcza w fazie uderzeniowej ma więcej wad niż zalet. Tylko co tak naprawdę oznacza dieta wysokobiałkowa ? Jaki musi być udział protein w codziennej dawce, żeby o takiej właśnie diecie mówić ? Instytucje zdrowia publicznego radzą, by dobowa podaż białka mieściła się w przedziale 10-12 % (wliczając źródła roślinne).

W dietach nastawionych na rozwój muskulatury same pełnowartościowe proteiny stanowią około 1/5 energii, bo produktów pochodzenia roślinnego zwykle w to nie wliczamy. Taka dieta w porównaniu do standardów, które obowiązują w mało ruszającej się części populacji należy więc do wysokobiałkowych. Zwiększenie ilości białka w jadłospisie podyktowane jest kilkoma powodami. Proteiny cechuje działanie anaboliczne i antykataboliczne. Pamiętać trzeba, że to jedyny składnik, którego nasz organizm nie potrafi gromadzić „na zapas”. Planowanie każdego posiłku należy więc zaczynać od ustalenia, co będzie stanowiło źródło pełnowartościowego białka.

To składnik, który najbardziej podkręca przemianę materii i zarazem najtrudniej przekształca się w zapasową tkankę tłuszczową. Do tego białko syci bardziej niż tłuszcz, czy węglowodany. Rozliczne zalety protein sprawiają, że nawet osoby, które nie mają nic wspólnego ze sportami siłowymi i sylwetkowymi, chętnie zmieniają swój jadłospis w wysokobiałkowy. Pakerzy raczej nie mówią tak o swojej diecie jeśli dzienne spożycie białka zwierzęcego nie przekracza u nich 2 g na każdy kilogram masy ciała. Na dobrą sprawę jednak taką ilość też już można podciągnąć pod miano wysokobiałkowej. Warto jednak podkreślić, że u sportowców zapotrzebowanie na białko mocno wzrasta i stosowanie zwiększonej podaży jest uzasadnione.

Dużo, za dużo ?

Tak naprawdę nasz organizm dysponuje niesamowitymi rezerwami, jeśli chodzi o trawienie białka. Przesadzone wydają się opinie, że łatwo w tej materii można wyrządzić sobie krzywdę. Gdy nerki i wątroba pracują bez zarzutu, a organizmowi dostarczamy wystarczającą ilość płynów naprawdę trudno sobie mocno zaszkodzić dużą ilością protein. Nie oznacza to bynajmniej, że nie dzieje nam się z tego powodu żadna krzywda. Dużej podaży białka towarzyszy zazwyczaj redukcja tkanki tłuszczowej. W dietach kulturystycznych sięga ona do 30 %, a w niektórych przypadkach nawet 50 % ( niska podaż źródeł energii przy diecie rotacyjnej).

Bezpieczny limit ilości protein zdaniem naukowców determinują trzy czynniki :

– efektywność trawienia białka i wchłaniania aminokwasów

– wydajność neutralizacji toksycznego amoniaku w wątrobie

– zdolność nerek do usuwania metabolitów przemian aminokwasów

Granicznym parametrem jest neutralizacja amoniaku, do której niezbędne są duże ilości wody. Ciekawostką jest, że jeśli w diecie jest wystarczająca ilość węglowodanów (to powoduje automatycznie dużą kaloryczność), wówczas organizm łatwiej znosi duże ilości białka. Mówimy jednak o redukcji i znacznym zwiększeniu ilości protein w diecie. Czasami towarzyszy temu kilka niezbyt przyjemnych objawów. Układ pokarmowy reaguje wzdęciami, zaparciami, uczuciem pełności. Za duża obecność amoniaku w organizmie powoduje bóle głowy, senność, zwiększone pragnienie. Trzeba też mieć na uwadze zakwaszające właściwości białka. Za duża jego ilość daje w kość systemom buforowym organizmu. Dopuszczalne normy mogą też przekroczyć przy tej diecie, poziomy enzymów wątrobowych – AspAT, AIAT.

Za ekstremalną sytuację trzeba uznać fazę uderzeniową w diecie Dukana i podobne pomysły żywieniowe, gdy spożywa się wyłącznie same chude białko. Nawet złagodzona przez dodatek warzywa wersja stanowi duże wyzwanie dla organizmu. Ilość białka w takim przypadku wynosi od 80 % do 100 % źródeł energii. Można przyjąć założenie, że jest to dieta głodówkowa albo, że proponuje taką ilość protein, wówczas organizm może nie dać sobie rady z amoniakiem. Do tego dochodzą duże niedobory witamin i mikroelementów, a przy małym udziale warzyw dojdą do tego duże braki błonnika. Jest to na dodatek dieta zdecydowanie monotonną.

Występuje w niej zwiększone spożycie tłuszczu, a to może prowadzić do podwyższonego poziomu cholesterolu i trójglicerydów we krwi, a w efekcie chorób serca czy zmian nowotworowych. Biorąc pod uwagę wszelkie za i przeciw – zdecydowanie się na taki wysoki udział białka (powyżej 35 %) przez więcej niż dwa dni należy uznać niedobre rozwiązanie. Nie dajmy się oszukać, spadek wagi bierze się wówczas z wydalaniem wody z organizmu. Nie o taki ubytek nam chyba chodzi. Nawet jeśli deficyt kalorii dostarczanych organizmowi nie jest znaczący, a ciało nie pozbywa się mięśni z tempie błyskawicznym, to i tak nasz komfort – psychiczny i fizyczny jest mały.

Najlepszy jest w zdrowy rozsądek. Można pokusić się o dietę z wysoką podażą białka, czyli czerpać z jego wszystkich zalet (działanie antykataboliczne, napędzanie metabolizmu, skuteczne zaspokajanie głodu) ale nie zapominać przy tym o potrzebnej do prawidłowego funkcjonowania ilości węglowodanów i tłuszczu. Bez błonnika też będzie nam ciężko, a na pewno niezdrowo, podobnie jak bez witamin i innych mikroskładników.

Pamiętajmy duże zróżnicowanie diety działa na naszą korzyść. Nawet jeśli na założone efekty przyjdzie nam trochę dłużej poczekać, doczekamy w pełni zdrowi i sił, a w przypadku tzw. diet ekstremalnych jest raczej niemożliwe.

Artykuł Dieta wysokobiałkowa pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Organizm na detoxie https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/organizm-na-detoxie.html Sun, 17 Dec 2017 22:46:16 +0000 https://sterydyonline.com/?p=10142 Ekspozycja na toksyny jest obecnie ogromna. Pocieszające jest to, że nasze organizmy są wyposażone w mechanizmy obronne przed zgubnym wpływem szkodliwych dla nich substancji. Możemy pomóc w samooczyszczaniu dostarczając składniki,

Artykuł Organizm na detoxie pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Ekspozycja na toksyny jest obecnie ogromna. Pocieszające jest to, że nasze organizmy są wyposażone w mechanizmy obronne przed zgubnym wpływem szkodliwych dla nich substancji. Możemy pomóc w samooczyszczaniu dostarczając składniki, które utrzymują w dobrej kondycji konkretne narządy, stymulują określone mechanizmy. Na co w tej kwestii zwrócić uwagę ? Wiele zależy od rodzaju toksyn i typu detoksu.

Warto pamiętać, że detoks jest procesem zachodzącym codziennie i to od nas zależy jak sprawnie będzie przebiegał. Sięgając po żywność wysoko przetworzoną, warzywa i owoce z nieznanego źródła, wodę kiepskiej jakości, alkohol w nadmiernych ilościach czy produkty z dużą zawartością syropu glukozowo – fruktozowego, zaburzamy ten mechanizm bardzo mocno. Podobnie jeśli chodzi o toksyczny wpływ wysoko przetworzonych olejów i metali ciężkich. Zaburzenia wywołanie tymi substancjami mogą prowadzić do niewłaściwego funkcjonowania niektórych organów, a także rzutować na inne korzystne dla naszego organizmu procesy. Zbyt duża ilość toksyn prowadzi również do spadku poziomu energetycznego i wydolności fizycznej.

Kryje się za tym obniżenie wydajności produkcyjnej energii w komórkach oraz zaburzenie równowagi hormonalnej. Do tego trzeba jeszcze dodać problemy z syntezą ważnych neurotransmiterów i metabolizowaniem hormonów.

Ci istotne każda komórka naszego ciała może pełnić konkretne, przydatne funkcje. Dobrym na to przykładem jest metylacją, z którą niestety coraz częściej mamy problemy (nierzadko nie mając o tym pojęcia). To właśnie ona umożliwia organizmowi normalne funkcjonowanie i zapewnia optymalną kondycję na wielu płaszczyznach. Chodzi o konwertowanie elementów witaminowych, a to de facto zapewnia płynność procesu usuwania toksyn, minimalizując jednocześnie ryzyko ich kumulacji. Zaburzenia metylacji najczęściej mają związek z drastycznym obniżeniem wchłaniania składników witaminowych, a zwłaszcza kobolaminy. Drastycznie rośnie za to poziom homocysteiny, która powstaje w wyniku demetylacji metioniny. Duża ilość toksyn powoduje pogorszenie ogólnego stanu organizmu, spada odporność, wzrasta natomiast poziom histaminy.

To prowadzi do zwiększonej ekspozycji na bakterie, wirusy i inne zagrożenia. Ponadto duża ilość histaminy jako hormonu tkankowego podrażnia zakończenia nerwowe. Negatywne skutki dotyczą też wątroby, głównej oczyszczalni organizmu. Właśnie w wątrobie zmagazynowana jest w sporej dawce witamina B12, nieodzowny element metylacji. Dodatkowa suplementacja tą witaminą poprawia pracę narządu, umożliwiając lepsze wydalanie toksyn. Ważny dla procesu detoksykacji jest kwas foliowy.

Należy zwracać uwagę na zbyt duże ilości dostarczane z zewnątrz. Kwas foliowy to nie to samo co foliany, które pozytywnie wpływają na nasze komórki. Foliany są czymś naturalnym i do tego wysoko biodostępnym. Duże ilości kwasu foliowego mogą natomiast prowadzić do jego odkładania i zaburzeń konwersji. Nadmiar kwasu wcale nie musi być wykorzystany, powinniśmy mieć tego świadomość. Procesy metylacyjne mogą też zaburzać niektóre leki. Chodzi zwłaszcza o tak chętnie przepisywane inhibitory pompy protonowej (grupa IPP) czy statyny. Terapie tą grupą leków zmniejszają produkcję kwasu solnego, a to ma związek ze zmniejszoną produkcją s-adenozylometioniny i spadkiem poziomu serotoniny.

Jeżeli zależy nam na codziennej detoksykacji musimy wyeliminować problemy z metylacją. Kolejną ważną dla usuwania toksyn kwestią, jest produkcja glutationu (GSH) utrzymana na wysokim poziomie. GSH jest z zasadzie niewielką proteiną, ale o ogromnym znaczeniu. W specyficznych warunkach nasz organizm wykazuje zwiększone zapotrzebowanie na glutation. Śmiało można powiedzieć, że pełni on zbawienną rolę, bo nie dość, że wzmacnia układ odpornościowy – poprawia detoksykację, to jeszcze działa jako silny antyoksydant (rola przeciwutleniacza). Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę to, że GSH znajduje się w ciągłym ruchu. Ściślej mówiąc, wytworzone ilości są prawie natychmiast wykorzystane. Jego poziom jest niestabilny w małej jednostce czasu mimo, że niemal wszystkie komórki biorą udział w jego produkcji.

Dzieje się tak z powodu wielu różnych czynników np. stanów zapalnych, sposobu odżywiania, stresu, zmęczenia, wieku. Wróćmy do centralnej oczyszczalni organizmu, wątroby. Jest ona też głównym źródłem glutationu. Szkopuł w tym, że badania wykazały związek między niskim GSH, a obniżeniem czynności detoksykacyjnych wątroby. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku zaburzeń równowagi między antyoksydacją, a prooksydacją.

Zwiększyć poziom GSH w sposób naturalny możemy np. sięgając po bogate w siarkę – czosnek, czy cebulę. Warto zadbać też o kwas liponowy, witaminy B6, B12, C i E, selen oraz cysteinę. Co dokładnie zyskujemy zapewniając sobie wysoki poziom glutationu ? Sprawne usuwanie z organizmu takich związków jak leukotrieny oraz zmniejszenie kumulacji toksyn i uszkodzeń komórkowych. GSH świetnie sprawdza się też jako środek wspomagający odtruwanie z ksenobiotyków. Glutanion może też wspomagać proces usuwania metali ciężkich z organizmu. Niezależnie w jakich ilościach występują: arsen, ołów, kadm czy rtęć są dla nas niebezpieczne.

Chodzi o pracę nerek, układu nerwowego, układu krążenia czy ryzyko zmian nowotworowych. Wbrew pozorom układ pokarmowy też ma swój udział w procesie detoksykacji, a znaczne nagromadzenie metali skutkuje uszkodzeniem jego tkanek. To prowadzi do postępującej kumulacji tych groźnych związków oraz toksyn. Odpowiedni poziom glutationu chroni układ pokarmowy, pozwala płynnie pozbywać się metali ciężkich. Chodzi głównie o wiązanie ich w przewodzie pokarmowym, ograniczając tym samym jego wchłanianie i wstrzymanie tzw. nadmiernej cyrkulacji wątrobowo – jelitowej metali ciężkich.

Jeśli zadbaliśmy o uzupełnienie niedoborów selenu (wspiera funkcje czyszczące wątroby), a także o procesy antyoksydacyjne, to warto wówczas sprawdzić poziom jodu w organizmie. Zwłaszcza gdy w naszym otoczeniu znajdują się spore ilości metali tzw. halogeników. Odpowiedni poziom jodu wspiera proces oczyszczania w tym zakresie. Żaden kompleksowy detoks, z uwzględnieniem wszelkich układów i narządów składających się na mechanizm detoksykacyjny, nie ma sensu bez dostarczania witamin, minerałów, antyoksydantów czy aminokwasów. Diety opierające się na jednym czy dwóch składnikach z pewnością nie będą skuteczne.

Warto wziąć pod lupę też układ limfatyczny (chłonny). Naczynia limfatyczne tworzą swoiste sieci. Za ich sprawą limfa może docierać do komórek i tkanek. Naczynia te odprowadzają też limfę z tkanek do krwioobiegu. Wzmacnianie naturalnych mechanizmów obronnych to podstawa działań detoksykacyjnych. Układ limfatyczny jest taką właśnie naturalną zapora przed chorobami. Sama tkanka limfatyczna ma swój aktywny udział w eliminowaniu postępujących infekcji. Tkanka, poza typowymi narządami limfatycznymi, występuje w błonie śluzowej jelit i żołądka. Układ limfatyczny umożliwia swobodne usuwanie toksyn, by usprawnić ten proces należy stymulować przepływ limfy. Możemy to zrobić na kilka sposobów: przez aktywność fizyczną (a zwłaszcza skakanie na skakance, które pozwala na pozbywanie się toksyn także w wyniku pocenia), a także masaże limfatyczne. Ważnym aspektem jest też kwasowość żołądka i regulacja PH, to też poniekąd element detoksu. Wiele źródeł przywołuje też zjawisko nadmiernej kumulacji jonów hydroniowych. Stąd głosy by nie jeść tego, nie pić tamtego, bo w ten sposób zakwaszamy organizm i dajemy pole do popisu wielu chorobom. Organizm ma swoją broń, systemy wpływające na regulację PH i właśnie te systemy powinno się wspierać, zwracając uwagę na nerki czy płuca. Możemy przecież oddziaływać na narząd i mechanizmy, które w mniejszym lub większym stopniu wpływają na poziom PH. Zadbać należy o równowagę kwasową -zasadową głównie przez wsparcie narządów, flory bakteryjnej (probiotyki) i stanu układu pokarmowego. Szczególnie istotna jest kwasowość żołądka, bo umożliwia sprawne wydzielanie enzymów trzustkowych, przy jednoczesnym umożliwieniu płynnego trawienia pokarmów (odpowiednio rozdrobnione trafiają do jelita cienkiego).

Metale ciężkie – uwaga !

Problemem, który nie można pominąć jest nadmiar metali ciężkich. Głównym mankamentem jest ich powszechne występowanie. Metale są wszędzie: w powietrzu, wodzie, glebie, a przez to i żywności. Wszystkie te sfery wzajemnie się przenikają, dlatego skażenie jednej może mieć negatywny wpływ na drugą. Na przykład woda z różnych źródeł, która trafia do gleby, następnie zasila rośliny, pokarm zwierząt. Człowiek jako osobnik roślino – i mięsożerny jest narażony na „metalowe” bezpieczeństwo ze wszystkich stron. Do tego wszyscy oddychamy nie najczystszym powietrzem. Musimy mieć świadomość, że metale są też obecne w przemyśle żywnościowym i farmaceutycznym. Mimo, że potrzebujemy do życia danych pierwiastków, to są to ilości śladowe. Ich wszędobylska obecność powoduje powikłania zdrowotne. Nie zwracając kompletnie uwagi na to co dzieje się z naszym organizmem, nie mamy możliwości sprawnie pozbywać się takich intruzów. W skrajnych przypadkach może dochodzić do poważnych zatruć metalami ciężkimi. W normalnych okolicznościach i w przypadku zdrowego człowieka, organizm dobrze sobie radzi zarówno z usuwaniem toksyn, jak z metalami ciężkimi. Rzecz jasna zawsze zdarzają się wyjątki potwierdzające regułę, takie jak chociażby przewlekłe stany chorobowe, które mogą znacznie wpłynąć na mechanizm detoksykacji. Same objawy nie dają jasnego sygnału, że mamy do czynienia z nadmiarem metali. Problemy mogą występować przecież na różnych płaszczyznach, poczynając o zaburzeń koncentracji i zmęczenia, przez migreny i kłopoty z trawieniem, na candidzie kończąc. Żadnego z tych sygnałów nie warto bagatelizować, w przypadku gdy wystąpią, warto uważnie przyjrzeć się organizmowi.

Metale w wersji HARD

Do najbardziej niebezpiecznych pierwiastków metalicznych zaliczamy:

Ołów – gromadzi się w kościach, mózgu i gruczole krokowym. Jego nadmiar w organizmie źle wpływa na pracę wątroby i nerek (pomocników w filtrowaniu toksyn), a także układu pokarmowego i ośrodkowego nerwowego. Zmniejszyć toksyczność ołowiu pomogą: wapń, żelazo i cynk.

Arsen – jego kumulacja jest możliwa we wszystkich narządach i tkankach. Zbyt dużą ilość arsenu wiąże się z ryzykiem zmian nowotworowych (zwłaszcza w obrębie układu oddechowego i chłonnego), a także z uszkodzeniami nerwów obwodowych. Toksyczność pomogą w tym przypadku obniżyć jod, kwas liponowy oraz selen.

Kadm – kumuluje się głównie w nerkach i wątrobie, w nadmiarze ma działanie kancerogenne i embriotoksyczne. Możliwe są też zmiany morfologiczne i dysfunkcje w obrębie nerek. Dla poprawy chelatyzacji i zmniejszenia toksyczności warto sięgnąć po cynk, wapń i magnez.

Miedź – gromadzi się zwłaszcza w nerkach, wątrobie i mózgu. Jego nadmiar może powodować uszkodzenia tych narządów, a także naczyń włosowatych. Zauważa się też obniżenie stężenia erytrocytów i hemoglobiny. Miedź może się kumulować i gromadzić u kobiet, które stosują hormony pochodzenia syntetycznego podnoszące estrogen. Jak z tymi wszystkimi możliwymi skutkami nadmiaru walczyć? Przede wszystkim zadbać o dietę, unikać produktów wysoko przetworzonych i puszkowanych. W obu przypadkach, i gdy chodzi o metale ciężkie i o toksyny warto sięgać po produkty najlepszej jakości, możliwie jak najbardziej naturalne. Oczywiście ryzyko „przedawkowania” metali ciężkich nie grozi wyłącznie ze strony żywności. Warto podkreślić, że sama obecność metali to jeszcze nie tragedia. Dużo zależy od możliwości wchłaniania w przewodzie pokarmowym. Ten czynnik również jest uwarunkowany dietą. Trzeba tu wspomnieć o obecności fitynianów, substancji antyodżywczych, które blokują przyswajanie wapnia, żelaza, cynku czy magnezu. Znajdziemy je w tak niewinnych i częstych produktach, jak herbata z cytryną, kanapka z serem i pomidorem czy owsianka z mlekiem. Wcale nie musimy się ich obawiać ani unikać. Wystarczy tylko zwrócić uwagę, jak dużo ich jemy i z czym łączymy. Dobranymi parami są np. kawa z mlekiem, szpinak z serem i owsianka z owocami. Druga kwestia to nasz własny mechanizm detoksykacyjny, któremu możemy dać wsparcie w postaci antyoksydantów, minerałów, witamin, aminokwasów i odpowiednim poziomem glutataionu. Trzeba pamiętać o właściwościach obniżających toksyczność określonych związków. Wspomniany glutation pomaga w usuwaniu metali ciężkich z organizmu i usprawnia chelatyzację (naturalny sposób organizmu na przetransportowanie minerałów przez ściankę jelit w ramach procesu trawienia). Przydatnym w walce z balastem może być również kwas liponowy. Do tego warto zwrócić uwagę, czy przyjmujemy odpowiednie ilości błonnika, zapory dla metali ciężkich. To na czym smażycie też ma znaczenie. Jeśli patelnia jest teflonowa, a jej powierzchnia już dawno przestała być idealna, to warto się jej pozbyć.

Metody i produkty godne polecenia

Wiemy juz na co przede wszystkim zwracać uwagę zaczynając detoks. Sporo było o metalach ciężkich, których nadmiar zdecydowanie nam nie służy. Proces detoksykacji to obszerne zagadnienie, przebiega na wielu płaszczyznach naszego organizmu. Nad wszystkim zapanować się nie da. Dlatego jeśli zależy nam na skuteczności naszych starań, do oczyszczenia zmierzajmy raczej drogą gminną, a nie autostradą. Rzucanie się na którąś z modnych akurat diet, bazujących na jednym czy dwóch elementach nie przyniesie pożądanych skutków. Jeden czy dwa produkty nie są w stanie zaspokoić potrzeb naszego organizmu na tym tle. Nie ma detoksu, bez aminokwasów, witamin, minerałów, elementów tłuszczowych i antyutleniaczy. Stosując rozwiązania na skróty, ryzykujemy wyjałowienie organizmu i narażenie się na jeszcze groźniejsze dla nas komplikacje.

Jakie zatem produkty i składniki, oprócz tych już wymienionych będą naszym orężem w tej walce ? Bardzo ważne jest nawodnienie organizmu. Umożliwia ono nie tylko płynny przebieg procesów detoksykacyjnych ale też dobry ogólny stan i sprawność fizyczną. Jeśli zaliczasz się do aktywnej części społeczeństwa, to wymagana ilość płynów w ciągu dnia odpowiednio rośnie. Woda poprawia też kondycję naturalnej oczyszczalni – nerek. Nerki i wątroba nie znoszą alkoholu, syropu glukozowo – fruktozowego i słodkich napojów. Niektóre źródła wspominają o szkodliwym wpływie herbaty i kawy na funkcjonowanie nerek.

Stres i mała ilość snu też mają negatywny wpływ na detoksykację.

Jeśli chodzi o żywność, warto sięgać po czosnek. Zawiera dużo antybakteryjnej allicyny, ma też właściwości antywirusowe i przeciwgrzybiczne. Dużo dobrego do tej puli dołoży cebula, ze swoim składnikiem – kwercytyną, o silnych właściwościach przeciwzapalnych. Zielone warzywa i czerwone owoce (truskawki, wiśnie, arbuz), to też strzał w dziesiątkę. Warzywa niosą ze sobą wiele prozdrowotnych właściwości i antyoksydanty, a owoce cechuje wysoka zawartość kwasu elagowego. Błonnik w parze z obecnymi tam pierwiastkami będzie wspomagał ochronę przed metalami ciężkimi i przerostem candidy, jednego z objawów problemów z codzienną detoksykacją. Nie warto przesadzać stosując liczne antyoksydanty, bo wolne rodniki dobrze wpływają na układ odpornościowy.

Nasi antymetalowi sojusznicy

Zaliczają się do nich :

– buraki, kwas buraczany i ekstrakt z czerwonego buraka (Beta Vulgaris). Decyduje o tym chociażby obecność beta – karotenu. Włączenie buraków do diety czy suplementacji wspomaga przepływ żółci, a to jest bardzo ważne w procesie oczyszczania. Buraki mają zbawienny wpływ na wątrobę i pęcherzyk żółciowy

– pietruszka (karoteny), czosnek (allicyna, selen, cynk, bioflawonidy) i cebula (kwercytyna). Nasi sojusznicy w poprawie systemów detoksykacyjncych nerek, wątroby i trzustki. Związki obecne w tych warzywach są też aktywatorami pomocnych enzymów.

ekstrakt z winogron. Winogrona zawierają kwas kawowy w właściwościach przeciwutleniajacych i resweratrol. Szczególnie ten ostatni korzystnie wpływa na wymiatanie szkodliwych rodników. Przypisuje mu się też działanie antynowotworowe w obrębie jelita grubego. Do tego resweratol jest strażnikiem równowagi energetycznej i stanowi aktywator dla adiponektyn, uczestniczących w przemianach lipidów i glukozy w wątrobie. Winogronowy ekstrakt poprawia funkcjonowanie układów krążenia i sercowo – naczyniowego. Na tym jego dobroczynnego działania nie koniec, dodajmy jeszcze obniżanie nadmiernej agregacji płytek krwi, zmniejszanie utleniania lipidów oraz ograniczanie uwalniania lipo – protein VLDL z wątroby.

karob. Szczególnie ważny dla optymalizacji przebiegu procesu trawienia, jednego z filarów swobodnego oczyszczania. Przypisuje mu się również funkcje antyoksydacyjne, antybakteryjne i obniżanie poziomu triglicerydów. Karob często spotykany jest w formie melasy. Sprzyja układowi sercowo -naczyniowemu.

ksylitom – do zastosowania w konkretnych przypadkach, niekiedy wcale nie musi nam służyć. Niemniej wykazuje właściwości bakteriobójcze i przeciwgrzybiczne. Dodatkowo wspiera produkcję kwasów Omega-9, ogranicza nadmierne i gwałtowne wyrzuty insuliny.

ekstrakty z mango i grapefruita. Są bogate w antyoksydanty i elementy wspomagające detoksykację ( likopen, beta-kryptoksantyna, naryngina).

ala, ostropest, wyciąg z karczocha. Sojusznicy zdrowej wątroby. Zwłaszcza ostropest dzięki dużej zawartości korzystnej dla tego organu sylimaryny, która można też z powodzeniem suplementować. Olej jednak wykazuje bogactwo antyoksydantów i ważnych dla zdrowia kwasów Omega-3.

produkty ferementowane. Mają zbawienny wpływ na jelita , a optymalny stan flory jelitowej jest powiązany zarówno z procesami trawiennymi, wchłaniania, immunologią oraz szeroko pojętym zdrowiem.

dieta bogata w zdrowe tłuszcze. Ich obecność znacznie zmniejsza ryzyko powstania kamieni w pęcherzyku żółciowym.

Wszystkie poruszone wyżej kwestie pokazują jak rozległy jest proces detoksykacji. Oczywiście gdy zależy nam na detoksie wielopłaszczyznowym i kompletnym. Fundamentalnymi dla tego mechanizmu są dieta i styl życia. Pamiętaj więc, wszystko co przyjmujesz do organizmu ma wpływ na Twoje zdrowie i sampoczucie.

Artykuł Organizm na detoxie pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
LEUCYNA I WITAMINA D3 – BOMBY ANABOLICZNE ? https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/leucyna-witamina-d3-bomby-anaboliczne.html Sun, 17 Dec 2017 22:42:06 +0000 https://sterydyonline.com/?p=10140 W grupie witamin ważnych dla wszystkich funkcji organizmu, również w kwestii masy ciała, szczególną rolę pełni witamina D3. Nie chodzi wyłącznie o wpływ anaboliczny, ale o działanie witaminy jako prohormonu.

Artykuł LEUCYNA I WITAMINA D3 – BOMBY ANABOLICZNE ? pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
W grupie witamin ważnych dla wszystkich funkcji organizmu, również w kwestii masy ciała, szczególną rolę pełni witamina D3. Nie chodzi wyłącznie o wpływ anaboliczny, ale o działanie witaminy jako prohormonu. Podobnie się sprawy mają z leucyną, która uważana jest za najbardziej anaboliczny aminokwas. Czy te związki mają ze sobą coś wspólnego ? Czy pomagają sportowcom i osobom pracującym nad muskulaturą ? Warto się nad tym zastanowić.

POTENCJAŁ ANABOLICZNY

Kiedy 40 lat temu wyizolowany został pierwszy metabolit witaminy D i otrzymano mieszaninę skrystalizowaną wielu związków, nikt nie przewidział tak wielkiego potencjału drzemiącego w prowadzonych badaniach. Witamina D stanowi nazwę wspólną dla grupy związków, dlatego sprecyzujmy, by uniknąć pomyłek. Chodzi o cholekalcyferol – witaminę D3, której początkowo przypisywane były właściwości głównie przeciwkrzywicze. Okazało się jednak, że z powodzeniem mogą ją wykorzystywać także sportowcy pracujący nad budową muskulatury i poprawą parametrów fizycznych. Do tej pory chodziło głównie o witaminę D w roli hormonu. Wielka w tym zasługa budowy steroidowej, zaczęto doszukiwać się podobieństw do testosteronu, jednego z najbardziej anabolicznych hormonów. Nic dziwnego, bo receptory witaminy D zlokalizowane są między innymi w jądrach, a zwiększone jej ilości wpływają mocno na syntezę testosteronu. Te wnioski zostały w pewnym stopniu potwierdzone przez badania Birge’a i na Uniwersytecie w Graz. Podobnie jeśli chodzi o zależność między utrzymywaniem przyjmowania zwiększonych dawek witaminy D3, a poziomem wolnego testosteronu. Nie bez powodu doszukujemy się działania anabolicznego, wpływu na rozwój mięśni, tyle, że na nieco innej płaszczyźnie. Badania dowiodły też, że podaż witaminy D3 miała pozytywny wpływ na niepożądane skutki w miopatii posterydowej czy stanach atroficznych. Jak jeszcze suplementacja tą witaminą może wywoływać pozytywny efekt anaboliczny i przyczynić się do zwiększonej syntezy białek ? Witamina ta już ze swej natury jest związana z hormonami i tymi anabolicznymi i katabolicznymi. Cholekalcyferol w dużych ilościach może odpowiadać za podwyższony poziom folistatyny, elementu hormonalnego o funkcji m.in. inhibicyjnej względem miostatyny (hormon silnie kataboliczny). Badania Garcii, zaakceptowane przez Uniwersytet Stanowy w Ohio są tego potwierdzeniem. U osób z podwyższonym poziomem folistatyny często występował też przyrost masy mięśniowej. Witamina D3 poprawia też naszą tolerancję na glukozę, polepszając jednocześnie nasz stan w przypadku insulinoodporności. Jest to o tyle ważne, że suplement ten może być i stymulatorem procesów anabolicznych, jak i pomocnikiem w redukcji tkanki tłuszczowej. Wrażliwość komórkowa na insulinę ulega poprawie, a glukoza jest skutecznie doprowadzona do mięśni i skutecznie wykorzystana. Można stwierdzić, że poprawie ulega nie tylko wrażliwość receptorów związanych z insuliną, ale też białek o charakterze sygnałowym, które realnie wpływają na mechanizm anaboliczny. Jak już wiemy siła efektu jest zależna od stężenia witaminy D3. Możliwość oddziaływania na białka sygnałowe i uwrażliwienia receptorowego jest poniekąd związana z rolą naszej bohaterki jako wzmacniacza innego, silnie anabolicznego składnika. To aminokwas leucyna, który wchodzi w skład niezbędnych i rozgałęzionych aminokwasów o silnym anabolicznym oddziaływaniu. Właściwości anaboliczne są w tym przypadku ściśle powiązane z funkcjami regeneracyjnymi względem mięśni. Według niektórych doniesień użycie leucyny i innych aminokwasów zaliczanych do BCCA było zależne od ilości (dostępności) tych aminokwasów. Przede wszystkim były używane na cele syntezy, w dalszej kolejności na inne cele metaboliczne. Do tego, już jakiś czas temu stwierdzono, że mimo iż leucyna nie jest bezpośrednim substratem dla białek (przeciwnie chociażby do lizyny), to wypełnia jednak rolę elementu uwrażliwiającego komórki na anaboliczne oddziaływanie insuliny. Zwiększa to możliwość efektu anabolicznego, aniżeli tucznego przez ten hormon. Występuje zależność między stężeniem leucyny w komórkach mięśniowych, a wrażliwością na insulinę. Im więc wyższe stężenie leucyny, tym lepsza i sprawniejsza synteza białek.

BOMBA ANABOLICZNA CZYLI DWA W JEDNYM

Zacznijmy od tego, że i leucyna i witamina D3 wpływają na metabolizm, nasilenie syntezy białek, a także ogólny wzrost poziomu protein w komórkach mięśni. Witaminę D3 uznaje się za mimetyk insulinowy, ze względu na aktywację szlaku sygnałowego charakterystycznego dla działania insuliny i IGF-1 (insulinopodobnego czynnika wzrostu). W efekcie dochodzi do wzmożonej syntezy białek, przy współudziale sprawniejszej aktywacji kinazy mTOR ( białkowa kinaza treoninowo – serynowa). Dochodzi do tego lepsze działanie owej kinazy białkowej w zakresie insulinoodporności. Jest to też otwarta droga do pozbycia się tłuszczu i budowy muskulatury. Otrzymujemy całkiem przydatny suplement. Jest i leucyna, która działa anabolicznie oraz ogranicza pod kątem rozpadu białek mięśniowych. Ten aminokwas jest swoistym aktywatorem wspomnianej kinazy mTOR, przy tym nasilając sygnalizację białkową. Rola leucyny w tej dziedzinie jest związana z hormonem insuliny i jej bardziej sprawnym łączeniem z receptorami insulinowymi. Trudnością związaną z sygnałowym szlakiem insulinowym może okazać się samoograniczenie przez mTOR aktywności ORS1 jako sprzężenia zdrowotnego na tle hormonalno – sygnałowym. Precyzując, IRS1 jest białkiem niezbędnym dla aktywowania sygnału receptora insulinowego – mTOR. Zmniejszając jego aktywność sprzyjamy insulinoodporności, zwłaszcza jeśli chodzi o wrażliwość tkanki mięśniowej na ów hormon. Badania potwierdziły, że dodatkowe ilości witaminy D3 mogą znacznie zmniejszyć skalę tego zjawiska. Ta witamina jest również swoistym aktywatorem, a to pozytywnie objawia się w zakresie wrażliwości komórek mięśniowych. Witamina D3 jest w stanie oddziaływać również na aktywację genów, które są związane z ilością receptorów insulinowych. Miks podniesionej wrażliwości i zwiększonej ilości receptorów na powierzchni komórek mięśniowych powoduje podwójny efekt: przyspieszenie i nasilenie efektów anabolicznych. To prowadzi do przyrostu masy mięśniowej i lepszych parametrów wysiłkowych (oczywiście w połączeniu z treningami i zbilansowaną dietą). Organizm do uzyskania anabolizmu powiązanego z działaniem insuliny potrzebuje znacznie mniejszych ilości hormonu. Natomiast podniesiona ilość receptorów insulinowych spowoduje nasilenie reakcji anabolicznej związanej z działaniem leucyny. Potwierdzają to m.in. badania Salles’a. Tak więc witamina D3 stymuluje reakcję organizmu na obecność leucyny, a dzieje się to za pośrednictwem ścieżki sygnałowej związanej z insuliną. Dodatkowe ilości to również zwiększone dawki protein m.in. 4EBP1, akt-GSK3, co w tych warunkach wydaje się być stymulowane stężeniem witaminy D3. Ktoś może nie zgodzić się z tym twierdzeniem, swego czasu sporo było doniesień na temat promowania insulinoodporności przez leucynę jako samodzielny suplement i nadmierne ilości BCAA. Prawdą jest, że zbyt duże dawki insuliny przy sporych dawkach leucyny mogłoby wywołać negatywny skutek na wrażliwość komórek względem hormonu. O tym już jednak wspomnieliśmy przy okazji opisu sprzężenia zwrotnego w takich okolicznościach. Tutaj wsparciem jest dodatkowa suplementacja witaminą D3, która zadziała jako swego rodzaju zabezpieczenie. Ciekawe wydają się przesłanki o lepszym wchłanianiu witaminy, przyjmowanej wraz z głównym posiłkiem. Przyjmując, że przypada on po treningu, gdzie dodatkowo wykazujemy otwarcie na anaboliczne działanie, to połączenie leucyny i witaminy D3 może wydawać się dobra taktyką. Oczywiście z witaminą D3 też nie można przesadzać , podchodząc do kwestii indywidualnie. Dobrym pomysłem wydaje się jednak jej suplementacja w towarzystwie witaminy K2, która działa jako zabezpieczenie i jednocześnie wzmacniacz efektu D3 względem IGF-1. Obie mogą też łagodzić skutki zjawiska znanego jako opóźniona bolesność mięśni. Działajcie więc, ale z głową.

Artykuł LEUCYNA I WITAMINA D3 – BOMBY ANABOLICZNE ? pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Decanol – plusy i minusy https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/decanol-plusy-minusy.html Sun, 17 Dec 2017 22:25:36 +0000 https://sterydyonline.com/?p=10137 DECANOL używany w rozsądnych dawkach, jest prawie idealnym sterydem. Główne wady nandrolonu (substancja czynna) to zredukowana androgenność i jego konwersja do estrogenów. Trzeba jeszcze wspomnieć o negatywnym wpływie na libido.

Artykuł Decanol – plusy i minusy pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
DECANOL używany w rozsądnych dawkach, jest prawie idealnym sterydem.

Główne wady nandrolonu (substancja czynna) to zredukowana androgenność i jego konwersja do estrogenów. Trzeba jeszcze wspomnieć o negatywnym wpływie na libido. Nandrolon często doprowadza do stanu zwanego potocznie „deca Dick”. Wynika to ze zniesienia produkcji naturalnego testosteronu, z jednoczesnym brakiem stymulacji androgennej w DHT zależnych tkankach docelowych (np. prosta). Należy zatem do cyklu włączyć testosteron, aby przeciwdziałać negatywnemu działaniu na libido. Można też dodać inne źródło androgenów takich jak proviron.

Decanol- klasyfikacja

200mg/1ml

Steryd anaboliczno – androgenny (iniekcyjny)

Substancja aktywna: nandrolon

Okres półtrwania: > 7 dni

Dawkowanie: 200 – 600mg / tydzień

Aromatyzacja: Niska

Blokowanie HPTA: Tak

Decanol zalicza się do sterydów średnio wpływających na zablokowanie osi HPTA. Jest to oś podwzgórze mózgowe – przysadka mózgowa – jądra . Oś HPTA ma za zadanie utrzymać w równowadze te hormony i prohormony, które zależne są od surowicy krwi. Stosując wyłącznie ten steryd, większość nie zauważy u siebie symptomów ograniczenia endogennej produkcji testosteronu. Najpoważniejszym skutkiem ubocznym zażywania naszego bohatera, zaraz po toksycznym działaniu na wątrobę, jest działanie estrogenowe.

Cząsteczka co prawda częściowo jest narażona na aromatyzację ale i tak w wyniku tego procesu powstaje estrogen o znacznie silniejszym działaniu od estradiolu. Mimo niewielkiej ilości może wyrządzić to spore szkody. Chodzi zwłaszcza o retencję (zatrzymywanie) wody i tłuszczu w organizmie.

To dlatego Decanol jest używany głównie w trakcie cyklów masowych. Estrogeny mają działanie anaboliczne, są więc potrzebne do budowy masy mięśniowej. Niesie to ze sobą bagaż w postaci wody i tłuszczu, a także ryzyko rozrostu gruczołu sutkowego (ginekomastia). Są osoby odporne na to ryzyko, które muszą chronić się dopiero przy ogromnych dawkach aromatyzujących androgenów. U innych wystarczy już dawka minimalna ( 10 mg dziennie), by skutki dały się odczuć. W żadnym wypadku nie należy więc rozpoczynać cyklu z Decanaolem, bez odpowiedniego zaplecza. Już na starcie przygody z androgenami warto mieć pod ręką Nolvadex (tamoksifen). Ten antagonista receptora estrogenowego uchodzi za najbardziej uniwersalny i najlepszy lek z grupy SERM-ów. Warto go nabyć, bo rozpoczynanie cyklu bez środków na terapię pocyklową jest grubym błędem.

Na cyklu może być używany, podobnie jak inne substancje z grupy SERM-ów np. klomofen w celu częściowego ograniczenia działania estrogenów. Estrogeny dla facetów są jak wilk z bajki o Czerwonym Kapturku. Wiadomo, że należy się go bać i basta. Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że ta grupa hormonów płciowych jest nam niezbędna do prawidłowego funkcjonowania. Dlaczego ? Jest kilka ważnych powodów. Estradiol odgrywa bardzo ważną funkcję w gospodarce wapniowej i lipidowej, uczestniczy w spermatogenezie, odpowiada też za krzepliwość krwi i wchłanianie białka. Nie taki więc ten wilk straszny jak go malują. Dopóki bestię trzymamy pod kontrolą wszystko jest w porządku. Schody zaczynają się w momencie, gdy stężenie estrogenów nie mieści się w granicach normy. Gdy norma zostaje przekroczona (zwykle ma to miejsce przy dostarczaniu androgenów z zewnątrz) dają sobie znać skutki aromatazy. Wszystko przez to, że pewna część androgenów w procesie aromatyzacji zamieniana jest w estrogeny. A wtedy dają się we znaki: retencja wody i tłuszczu w organizmie, rośnie też ryzyko pompy w małych mięśniach pracujących przez długi czas (mięsień piszczelowy przedni). Dochodzi do tego ginekomastia, czyli rozrost tkanki gruczołowej i włóknistej gruczołu sutkowego, a także lipomastia, odkładanie tkanki tłuszczowej w okolicy sutków. Trzeba jednak podkreślić, że lipomastia często dotyczy mężczyzn otyłych i rzadko jest wywoływana przez sterydy.

Inhibitory aromatazy czyli jak nie wylać dziecka z kąpielą

Blokowanie receptora estrogenowego to niezbyt skuteczna metoda walki z nadmierna produkcją estradiolu i jego pochodnych. Dlaczego ? Bo w żadnym wypadku jej nie zmniejsza. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że pewna pula receptorów pozostaje wolna niezależnie od dawki leków z grupy SERM-ów. Zdecydowanie skuteczniejszym sposobem będzie zastosowanie substancji blokującej enzym konwertujący androgeny z estrogeny (aromatazę). Ta metoda pozwala zmniejszyć do ilości bliskich zeru, stężenie estradiolu i jego pochodnych. Zależy na tym osobom tuż przed zawodami. Estrogeny powodują przecież retencję wody, zwłaszcza tej podskórnej, dlatego maksymalne obniżenie ich stężenia jest jednym z warunków uzyskania wymarzonej definicji mięśni. By taki stan uzyskać stosuje się relatywnie wysokie dawki inhibitorów aromatazy, tyle, że pociąga to za sobą wiele nieprzyjemnych skutków ubocznych. Warto pamiętać, że estradiol nie jest wyłącznie żeńskim hormonem płciowym. Mężczyznom odpowiednia jego dawka też jest potrzebna i to w wielu dziedzinach funkcjonowania organizmu. Leki zaliczane do SARM-ów blokują jedynie część receptorów, tak więc tylko w niewielkim stopniu ograniczają prozdrowotne funkcje estrogenów. Przy tej grupie leków mamy jedynie do czynienia z uderzeniami gorąca, nudnościami i zawrotami głowy, do tego objawy niepożądane występują przy dużej dawce lub o osób szczególnie wrażliwych. Inhibitory aromatazy nie są już takim dobrym wujkiem. Całkowicie blokują one wytwarzanie estrogenów. Dlatego oprócz fatalnego samopoczucia (także psychicznego), zwykle drastycznego zaniku libido (i to nawet przy wysokich dawkach testosteronu), grozi nam znaczne pogorszenie lipidogramu (HDL w dół, LDL i trójglicerydy w górę), a to niekorzystnie wpływa na układ sercowo – naczyniowy. Estradiol dba też o stawy i kości, tak więc stosując IA (inhibitory aromatazy) musimy przygotować się na problemy w tym obszarze, czyli ból, dyskomfort i zwiększone ryzyko kontuzji. Do najpopularniejszych inhibitorów aromatazy zaliczają się: anastrozol (Arimidex), letrozol (Femara) oraz eksemestan (Symex). Różnice między nimi są dość znaczne, większość kulturystów przy relatywnie jednakowych cenach i dostępie, wybiera Femarę. Wracając do walki z estrogenowymi skutkami ubocznymi i ginekomastią, IA powinny być używane, jeśli sięgamy po bardzo duże dawki aromatyzujących androgenów. Rozstrzygającą kwestią w tej materii jest osobnicza wrażliwość. Przy gramie testosteronu tygodniowo niektórzy będą potrzebować Femary, inne nie pomyślą nawet o tamoksifenie (Nolvadexie). Przy końskich dawkach testosteronu, takich które przekraczają gram tygodniowo, raczej wszyscy muszą zbijać estrogeny za pomocą inhibitorów aromatazy, inaczej będą bardzo napuchnięci. Szkopuł w tym, by dobrać dawkę leku do siebie, tak by poziom estrogenu mieścił się w normie. Warto przy tym opierać się na badaniach i kierować się samopoczuciem. Jeśli w analizach laboratoryjnych poziom estrogenu wypada poniżej progu pomiarowego, powinno się zmniejszyć dawkę IA. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy szykujemy się do zawodów, wtedy jest zupełnie inaczej. Jeśli zależy nam by estradiol spełniał swoje funkcje zdrowotne i do tego neutralizował negatywne skutki oddziaływania wysokich dawek androgenów, powinien mieścić się on w granicach normy fizjologicznej mężczyzn. W tej sytuacji ograniczamy niekorzystny wpływ cyklu sterydowego na zdrowie, możemy robić postępy masowe, o które dość ciężko z wysokimi dawkami IA, i co ważne czujemy się dobrze.

IA, a ginekomastia

Leki, które blokują aromatazę, są najlepszą nieoperacyjna bronią przed rozrostem gruczołów sutkowych, z tym zaznaczeniem, że nie powinno się kasować do zera estrogenów jeśli nie wychodzimy zaraz na scenę zawodów. Jest to bowiem wysoce niezdrowe i do tego mocno ogranicza efektywność cyklu, zwłaszcza masowego. Sterydy pokazują ciemną stroną mocy właśnie pod nieobecność estrogenów, bo te zawsze stanowią ochronę przed androgenowymi skutkami ubocznymi. Osoby ze skłonnością do ginekomastii powinny bardzo dobrze dobrać dawkę IA, po to by ustrzec się przez defektem estetycznym, a przy tym optymalnie korzystać ze stosowanych leków. Letrozol i inne substancje z tej grupy mają jeszcze jedno zastosowanie jeśli chodzi o ginekomastię. Otóż są znacznie skuteczniejsze w cofaniu jej w początkowym stadium niż SERM-y. W wielu krajach (także w Europie), zostały z tego względu dopuszczone do sprzedaży. Tak nie jest w Polsce, nie ma co zatem liczyć, że lekarz przepisze nam tę substancję, raczej jeśli już, trzeba ją zdobyć we własnym zakresie. Kuracja kosztuje trochę zdrowia, bo bez estrogenów wiele stref także męskiego organizmu cierpi, w tym psychika. Poza operacją jednak to rozwiązanie ma największe szanse powodzenia.

Cięcie chirurgiczne

Utrwalony rozrost gruczołu sutkowego, czy to po okresie dojrzewania, czy po dopingu, u wielu osób nie przyniesie poprawy po zastosowaniu środków farmakologicznych. Jedyną szansą pozbycia się problemu jest wówczas operacja. Jest to koszt rzędu kilku tysięcy złotych. Na forach kulturystycznych można łatwo znaleźć lekarzy specjalizujących się w tego typu zabiegach. Pełny powrót do treningów, przy niewielkich rozmiarach gruczołów następuje już po miesiącu (ruszać można się już po tygodniu). Po dobrze wykonanym zabiegu, ryzyko nawrotu ginekomastii, nawet przy wysokich dawkach sterydów jest bardzo niewielkie. Takie rozwiązanie daje komfort psychiczny, zawodnicy z wyciętymi gruczołami sutkowymi stanowią całkiem duży odsetek ćwiczących. Dla tej grupy SERM-y i IA, służą głównie od ograniczenia retencji wody i tłuszczu.

Przykładowy produkt DECANOL
DECANOL-200 tył opakowanie DECANOL-200 przód opakowania

Artykuł Decanol – plusy i minusy pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Anaboliki https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/anaboliki.html Mon, 06 Nov 2017 21:40:42 +0000 https://sterydyonline.com/?p=9974 Zacznijmy od tego, że anaboliki to słowo pochodne od „anabolizm” (budowa białek). Pod pojęciem anabolików kryją się środki, suplementy, a także odżywki, które przyspieszają syntezę białek w organizmie. Różnica pomiędzy

Artykuł Anaboliki pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Zacznijmy od tego, że anaboliki to słowo pochodne od „anabolizm” (budowa białek).

Pod pojęciem anabolików kryją się środki, suplementy, a także odżywki, które przyspieszają syntezę białek w organizmie. Różnica pomiędzy SAA, a anabolikami jest znacząca i dotyczy chociażby kwestii legalności na polskim rynku oraz poziomu szkodliwości.

Sterydy anaboliczne – ze względu na swoje właściwości mają szerokie zastosowanie w kulturystyce.

Pozwalają uzyskać „suchy mięsień” w krótkim czasie, do tego z nimi definicja mięśni i siła są lepsze. Z chemicznego punktu widzenia SAA stanowią pochodną testosteronu lub 19-nortestosteronu. Sterydy anaboliczne występują zarówno w formie tabletek, jak i zastrzyków. Użytkownicy częściej sięgają po preparaty w formie iniekcji, głównie ze względu na mniej toksyczny wpływ na wątrobę. Zastrzyki z SAA działają też znacznie szybciej w porównaniu do tabletek. Warto wiedzieć, że czasem nie ma wyboru, bo niektóre sterydy anaboliczne występują jedynie w formie zastrzyków, a nie które wyłącznie w formie tabletek.

Sterydy działanie

Mechanizm działania sterydów polega na stymulowaniu receptorów androgenowych, które występują na powierzchni błon komórek. Przyjmowanie tego typu preparatów powoduje nadawanie organizmowi cech typowo męskich (ogólna budowa ciała, obniżona barwa głosu, owłosienie, a nawet zachowanie – wzmożona agresja). Z drugiej strony sterydy odpowiadają za pobudzenie i zwielokrotnienie powstawania nowych komórek, ponadto zatrzymując proces ich rozpadu.
Sterydy anaboliczne oddziaływują na kilku płaszczyznach, dlatego efekty nie są jednostronne. Zaliczają się do nich: przyrost masy mięśniowej (dzięki wzmożonej syntezie białek), siła większa nawet o 40%, redukcja tkanki tłuszczowej (w wyniku przyspieszonego metabolizmu), poprawa waskularyzacji (prawdopodobne jest to rezultat wzrostu ciśnienia krwi) , redukcja bólu stawów (środki wykazują działanie przeciwzapalne), a także krótszy czas regeneracji (dzięki wzmożonej syntezie białek).

Efekty na + Zwiększenie siły

Dieta wysokobiałkowa w połączeniu z intensywnym, długotrwałym treningiem powoduje zwiększanie się elementów kurczliwych mięśni. Dostarczając organizmowi sterydy anaboliczne wywołujemy większą syntezę białek, retencję wody w tkankach i wokół nich. To wszystko skutkuje zwiększeniem siły. Siła przyrasta w trakcie kuracji sterydowej, co pozwala na bardziej intensywne i wszechstronne treningi. Odstawienie sterydów powoduje natomiast, że siła wraca do normalnego, naturalnego u danego zawodnika poziomu.

Przyrost masy mięśniowej

Co mają wspólnego sterydy i mięśnie ? Te pierwsze zwiększają włókna mięśniowe, a po niektórych sterydach anabolicznych zwiększa się też ilość samych włókien. Efektem sterydów jest też magazynowanie wody w tkankach co wywołuje ogólne zwiększenie się masy mięśniowej. Sterydy to jednak nie wszystko, do osiągnięcia tego celu niezbędne są: zrównoważona dieta bogata w proteiny oraz trening inicjujący budowę mięśni.

Reduktory tkanki tłuszczowej

Większość sterydów anabolicznych, oprócz tego, że mają właściwości anaboliczne, powodują też podkręcenie tempa przemiany materii. W konsekwencji prowadzi to do redukcji tkanki tłuszczowej. W tym działaniu pomagają bardziej intensywne treningi, także aerobowe, a to już naturalny sposób na pozbycie się nadmiaru tkanki tłuszczowej. Niektóre ze sterydów w ofercie sprzedawców takie jak Clenbuterol czy Cytomel T3, są „specjalistami” w tej dziedzinie, mają wyłącznie zastosowanie przy spalaniu tkanki tłuszczowej.

Zwiększenie szybkości

Do takiego stanu rzeczy przyczynia się głównie zwiększona synteza fosfokreatyny w tkankach. Organizm ludzki wytwarza energię w trójnasób. Są one wykorzystywane do różnych rodzajów aktywności fizycznej. Te energetyczne sposoby to: a) szlak ATP – PC, b) glikoliza beztlenowa, c) przemiana tlenowa. Do sportów wymagających szybkości np: sprintu czy skoku w dal, organizm wykorzystuje głównie szlak pierwszy, który dominuje podczas takich maksymalnych natężeń fizycznych. W procesie tym wykorzystywane są ATP i właśnie fosfokreatyna, które są zgromadzone w mięśniach. Te transpozycje bardzo szybko uwalniają energię ale w krótkim przedziale czasu. W dalszym etapie wysiłku organizm sięga po glikogen i tłuszcze.

Poprawa wydolności tlenowej

Generalnie zakłada się, że zażywanie sterydów anabolicznych powoduje zwiększenie się mitochondrii w tkance mięśniowej. Umiejscowienie mitochondriów w poszczególnych komórkach nie jest stałe, mają one zdolność do przemieszczania się do miejsc, w których zwiększa się zapotrzebowanie na energię. Zażywanie sterydów powoduje, że skupiają się one pomiędzy fibrylami komórek mięśniowych. Ich najpoważniejszym zadaniem jest wytwarzanie adenozynotrójfosforanu (ATP), odpowiedzialnego min. za międzykomórkowy transport energii. Odpowiadają również za syntezę sterydów. Dzięki temu organizm ćwiczącego może pobrać więcej tlenu i w ten sposób pozyskać więcej energii.

Krótszy odpoczynek po ciężkim treningu, szybsza rekonwalescencja po kontuzji

Obecność w organizmie sterydów powoduje zwiększoną syntezę białka, a to z kolei przyczynia się do mniejszej podatności tkanki mięśniowej i tkanki łącznej na urazy, ale też do szybszej ich „renowacji” przy ewentualnej kontuzji. Proteiny stanowią niezbędny składnik diety gdy zależy nam na budowaniu czy wzmacnianiu mięśni. Przydają się także przy innych formach treningów o wysokiej intensywności. Proteiny są obecne w mięśniach, skórze, enzymach itd., są obok wody podstawowym składnikiem ciała. Organizm nie potrafi magazynować białka na zapas, dlatego musi być dostarczane na bieżąco z pożywieniem. Sterydy anaboliczne robią dużo dobrego w tym temacie, zwiększają syntezę białek, przez co organizm jest zdolny większych wysiłków i jest odporniejszy na zmęczenie. Do tego potrzebuje mniej czasu na regenerację po intensywnym treningu, co jest niezwykle istotne w sporcie profesjonalnym.

Efekty uboczne

Nie da się ukryć, że sterydy anaboliczne pozwalają osiągnąć zadowalające rezultaty w sporcie. Szybki przyrost dobrej jakości masy mięśniowej, szybsza redukcja tkanki tłuszczowej, a do tego wzrost siły i wytrzymałości – to rezultaty, na które kulturyści nie są obojętni. Trzeba przy tym mieć świadomość, że jest i druga strona medalu, zażywanie sterydów anabolicznych wiąże się też z działaniami niepożądanymi. To z jaką siłą działają sterydy i jakie wywołują efekty niepożądane jest wypadkową wielu czynników, m.in. dawki, częstotliwości, a także samego preparatu sterydowego.

Do najczęstszych skutków ubocznych anabolików zaliczyć można: łysienie, trądzik – jest to efektem przyjmowania sterydów anabolicznych konwertujących do DHT, ginekomastia – dotyczy sterydów cechujących się silną aromatyzacją do estrogenu, uszkodzenia wątroby, nerek i trzustki, impotencja, spadek libido, niepłodność, zwiększona agresja, przyspieszenie zmian miażdżycowych, co może prowadzić do zawału serca, powstawania zatorów i zakrzepów
Głównym błędem popełnianym przez koksiarzy jest aplikowanie nadmiernych dawek anabolików, sięganie po nieodpowiednie preparaty i tworzenie niebezpiecznych i niepotrzebnych mieszanek.

Zasadniczo trzeba pamiętać, że każdy preparat sterydowy przyjmowany dla wzrostu masy mięśniowej ma zarówno cechy androgenne jak i anaboliczne. Tyle, że dynamika i sposób działania może być różny. Jedne z nich mają silniejszy wpływ na układ hormonalny (działanie androgenne), inne natomiast działają na wzrost reakcji sprzyjający przyrostowi masy ciała (działanie anaboliczne). Najbardziej popularny androgen po który sięgają miłośnicy mięśni to bez wątpienia testosteron. Środek ten ma niezwykle szerokie spektrum działania na nasz organizm. Przedawkowanie testosteronu może spowodować rozmaite komplikacje w obrębie układu płciowego od impotencji, przez poważne schorzenia gruczołu krokowego, po bezpłodność. Między innymi z tego powodu kulturyści nie sięgają tylko i wyłącznie po sam testosteron, przyjmują go wspólnie ze środkami o działaniu anabolicznym. Preparaty o właściwościach anabolicznych nie mają tak szkodliwego wpływu na układ hormonalny jak sam testosteron, a jednocześnie wykazują wysoką skuteczność jeśli chodzi o zatrzymywanie azotu w mięśniach.

Testosteron jako typowy hormon męski wpływa na stan zewnętrznych narządów płciowych, odpowiada za prawidłowe ich funkcjonowanie, za prawidłową pracę pęcherzyków nasiennych, oddziaływuje na kondycję gruczołu krokowego, a także odpowiada za inne typowo męskie cechy takie jak zarost, czy niski głos. Z tego powodu, testosteron zalicza się do podstawowego arsenału leków stosowanych m.in. w leczeniu zaburzeń płodności, impotencji, w wadach rozwojowym gonad, czy innych chorobach, które wywołują niedoczynność jąder. Rzecz jasna kulturyści nie sięgają po testosteron by poprawić kondycję seksualną. Testosteron jako podstawowy hormon męski wpływa na ogólny wzrost siły i poprawę wytrzymałości mięśni. Wykazuje przy tym właściwości anaboliczne, a to sprzyja zwiększonej syntezie białek i nasila reakcje lipolityczne w obrębie tkanki tłuszczowej. Jeśli chodzi o estetykę ciała, testosteron jest niezwykle pomocnym hormonem. Tyle, że jego stosowanie wiąże się z ryzykiem dla zdrowia, szczególnie dla ludzi młodych.
Rodzi się pytanie, o powód dla którego kulturyści nie stosują wyłącznie anabolików, tylko łączą je z niebezpiecznymi androgenami. Odpowiedź jest prosta. Same anaboliki przynoszą nie tylko z przyrost masy mięśniowej, ale też tkanki tłuszczowej, a to dla większości kulturystów jest nie do przyjęcia. Dodatek w postaci androgenów powoduje, że działanie środków anabolicznych jest „pobite” jedynie w obrębie tkanki mięśniowej, natomiast nie ma niekorzystnego wpływu na tkankę tłuszczową. Androgeny powodują wyraźny przyrost siły i wytrzymałości mięśni, a to raczej trudno uzyskać w wyniku używania samych anabolików.

Stosowanie środków o działaniu anabolicznym z punktu widzenia zdrowia jest odrobinę bezpieczniejsze, ale może mieć niekorzystny wpływ na sylwetkę. Najbardziej da się to zauważyć u osób posiadających endomorficzną, otłuszczona sylwetkę. Z obawy o zdrowie część osób rozpoczyna kurację sterydowe od „bezpiecznego” Metanabolu. Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku osób ze skłonnością do nadwagi, meta może w widoczny sposób pogorszyć wygląd sylwetki i utrwalić te niekorzystne zmiany. Czy w takim razie jest sens by dla atrakcyjnej sylwetki kulturyści sięgali po „sterydowe mieszanki” ? Dodatek w postaci androgenów dla utrzymania odpowiedniego składu ciała wydaje się korzystny, jednak w większości przypadków nie ma mowy o złotym środku. Zanim wpakujemy w siebie wszystkie możliwe „koktajle”, warto zastanowić się jaki mamy cel i co pozwoli nam ten pożądany efekt osiągnąć. W tym przypadku, też sprawdza się, że dużo nie znaczy dobrze.

Artykuł Anaboliki pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Z pamiętnika początkującego biegacza https://sterydyonline.com/poradnik-sterydowy/pamietnika-poczatkujacego-biegacza.html Mon, 09 Oct 2017 21:05:47 +0000 https://sterydyonline.com/?p=9847 Najtrudniejszy pierwszy krok ? Gdzie się nie obejrzysz, w parku, na chodniku, w lesie – wszyscy biegają. Ty też chcesz dołączyć do tego szerokiego grona ale nie wiesz czy możesz

Artykuł Z pamiętnika początkującego biegacza pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>
Najtrudniejszy pierwszy krok ?

Gdzie się nie obejrzysz, w parku, na chodniku, w lesie – wszyscy biegają. Ty też chcesz dołączyć do tego szerokiego grona ale nie wiesz czy możesz no i czy dasz radę. Oto kilka podpowiedzi, które pomogą Ci w podjęciu decyzji.

I ) Zanim zaczniesz – przebadaj się. Wykonaj podstawowe badania. Ich wyniki dadzą odpowiedź, w jakiej formie jest Twój organizm, czy może podjąć wysiłek, jakim jest bieganie. Warto zbadać:

– krew: morfologia, żelazo, witamina D, cholesterol (HDL, LDL), glukoza na czczo, elektrolity (sód, potas, magnez i wapń), enzymy wątrobowe (ASPAT i ALAT), ferrytyna (to białko, które magazynuje we krwi żelazo, jeśli go brakuje, to znak, że grozi Ci anemia. Dla zdrowej osoby wartości ferrytyny powinny oscylować wokół 60).

– mocz (badanie ogólne)

– EKG, EKG wysiłkowe: dowiesz się w jakiej kondycji jest Twoje serce i jak reaguje na wysiłek fizyczny

II ) Nie zaczynaj z „wysokiego C”. Na początek przygody z joggingiem postaw na marszobiegi. To dobre rozwiązanie dla wszystkich tych, dla których stan treningu biegowego równa się zero. Przeznacz na marszobiegi trzy dni w tygodniu (dni aktywności powinny być na zmianę z dniami wolnymi). Za mało treningów nie pozwoli na osiągnięcie założonego celu. Za duża spowoduje szybkie zniechęcenie i zmęczenie. Biegaj w takim tempie, w którym możesz swobodnie rozmawiać tzw. tempo konwersacyjne.

III ) Wiosna to najlepsza pora (roku) by zacząć. Jeśli do tej pory unikałeś (-aś) aktywności fizycznej to właśnie jest wiosna jest najlepszym czasem, by wziąć się za siebie w towarzystwie przyrody budzącej się do życia. Jak wycisnąć z aktywności na świeżym powietrzu jak najwięcej przyjemności ?

Przede wszystkim pamiętaj, że co nagle to po diable. Nawet jeśli czujesz się dobrze i na co dzień nie skarżysz się na żadne dolegliwości powinieneś się przebadać. Wykonanie podstawowych badań lekarskich to podstawa. Stres, niedosypianie, niezdrowa dieta, mała aktywność fizyczna lub jej brak to wszystko ma wpływ na stan ogólny Twojego organizmu. Tak jak regularnie oddajesz samochód do przeglądu, tak powinieneś systematycznie badać sobie krew, mocz itp. To pozwoli Ci nie tylko na bezpieczne treningi ale i da wiedzę, jak funkcjonuje Twój organizm. Na większość tych badań otrzymasz bez problemu skierowanie od swojego lekarza rodzinnego.

PODSTAWOWY PLAN TRENINGOWY

Tydzień Trening 3 x w tygodniu

1 1 min. biegu na 2 min marszu – 10 powtórzeń

2 2 min. biegu na 2 min marszu – 6 powtórzeń

3 3 min. biegu na 2 min marszu – 5 powtórzeń

4 4 min. biegu na 2 min marszu – 4 powtórzenia

5 5 min. biegu na 2 min marszu – 4 powtórzenia

6 7 min. biegu na 2 min marszu – 3 powtórzenia

7 8 min. biegu na 2 min marszu – 3 powtórzenia

8 10 min. biegu na 2 min marszu – 2 powtórzenia

9 20 min. biegu ciągłego

10 12 min. biegu na 2 min marszu – 2 powtórzenia

11 14 min. biegu na 2 min marszu – 2 powtórzenia

12 10 min. biegu na 2 min marszu – 2 powtórzenia

13 25 min. biegu

14 20 min. biegu na 2 min marszu

15 30 min. biegu ciągłego

* To ile czasu będziesz wykonywał (-ała) poszczególne fazy treningu zależy tylko od Ciebie. Pamiętaj jednak by nie podkręcać tempa w pierwszych tygodniach.

IV ) Zaplecze biegowe

Ubranie nie musi być przeznaczone do biegania, ważne żeby było wygodne. Strój ma nie przeszkadzać w swobodnym poruszaniu się. Dobrze gdy będzie „oddychało” i odprowadzało wilgoć za zewnątrz, może być też ze „zwykłej” bawełny.

– buty: nie muszą być drogie i markowe, najważniejsze by były w odpowiednim dla Ciebie rozmiarze. Zadbaj, aby stopa miała od 0,5 do 1 cm luzu (przestrzeń między dużym palcem, a początkiem buta)

Rada: Nie kupuj od razu całego stroju, wprowadź nagrody za odbyte treningi. Spraw sobie modne legginsy, zegarek z pulsometrem czy oddychającą bluzę -trochę przyjemności i wygody, w zamian za wysiłek.

V ) W grupie raźniej. Jeśli czasem brakuje Ci motywacji, umów się ze znajomymi albo wbij się do jakiejś grupy biegowej. Kluby biegacza funkcjonują praktycznie w każdym mieście. W końcu – cała Polska biega. Dołączenie do jakiejś grupy zmotywuje Cię do wysiłku. Prowadzący biegowe spotkania mogą podsunąć cenne wskazówki i przypomina o rozgrzewce. Takie grupowe zajęcia powinny uwzględniać różny poziom zaawansowania uczestników. Dobrze gdy będą odbywały się miejscu, w którym prowadzący będzie widział wszystkich uczestników i będzie mógł na bieżąco korygować ich błędy.

VI ) Sprawdzaj swoje postępy. Nie żądaj od siebie cudów. Rób swoje, efekty dadzą o sobie znać we właściwym momencie. Nawet jeśli biegasz dla przyjemności, a nie dla wyników warto prowadzić dzienniczek treningów. W ten sposób łatwiej zauważysz postępy, takie jak przebiegnięcie dłuższego odcinka czy pokonanie tej samej trasy w krótszym czasie. Jeśli dopadnie Cię przemęczenie, dzięki dziennikowi łatwiej sprawdzisz, które treningi są dla Ciebie jeszcze za ciężkie, gdzie warto zmodyfikować grafik biegania. Satysfakcja to odpowiednie uczucie, które powinno towarzyszyć każdemu wyjściu na trening. Nie wstydź się jednak opuścić na dzień czy dwa, by wrócić do biegania ze zdwojonym zapałem. Naucz się odróżniać przemęczenie od lenistwa. Twój organizm czasem wysyła Ci sygnał, że potrzebuje chwili wytchnienia.

VII ) Ćwiczenia dodatkowe. Siedzący tryb życia jest zabójczy dla układu ruchu. Jeśli chcesz jak najdłużej cieszyć się życiem, poświęć mu trochę uwagi. Przygotuj organizm do biegu krótką rozgrzewką. Kilka ćwiczeń rozciągających mięśnie będzie w sam raz. Po treningu tez pamiętaj o ćwiczeniach. Wtedy wskazane są ćwiczenia, które rozluźnią mięśnie. Masuj je piankowym rollerem czy zrób kilka przysiadów. Dobre będą też pompki czy podpory. Jeśli poczujesz ból, miej świadomość, że to nie bieganie jest jego źródłem. Treningi tylko przyspieszają ujawnienie się problemu ale nie są przyczyną dolegliwości. Nie przechodź obojętnie obok bólu. Wybierz się do fizjoterapeuty, wykonaj zlecone zabiegi, ćwiczenia i wróć do biegania, sprawniejszy(a), w lepszej formie.

VIII ) Dieta biegacza. Pół godzinny bieg ciągły w tempie około 6 minut na kilometr, pozwala osobie, która waży 60 kilogramów spalić około 370 kcal. To, że biegasz nie oznacza, że wolno Ci wszystko jeśli chodzi o jedzenie. Posiłki przed treningiem powinny być lekkostrawne. Lepiej podaruj sobie potrawy tłuste, bogate w błonnik czy nasiona strączkowe. Jeśli do biegu ruszasz rano, zjedz kanapkę lub banana. Możesz pozwolić sobie na kawę, jeśli bez niej nie wyobrażasz sobie poranka. Jeśli biegasz popołudniu, pełno wartościowy posiłek zjedz najpóźniej półtorej przed treningiem. Z czasem nabierzesz wprawy we wszystkim. Dowiesz się, które produkty Ci służą, a które lepiej omijać. No i czy bieganie, to Twoja bajka, czy też znalazłeś się w niej przypadek :).

Artykuł Z pamiętnika początkującego biegacza pochodzi z serwisu sterydyonline.com.

]]>